Genki Kawamura: A gdyby tak ze świata zniknęły koty?

A gdyby tak ze świata zniknęły koty? autorstwa japońskiego pisarza Genkiego Kawamury to kolejna książka z Serii z Żurawiem (Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego), która do nas trafiła. To króciutka, ale skłaniająca do do refleksji (a może nawet do przewartościowania życia), opowieść. Jestem pewna, że trafi nie tylko do osób, które uwielbiają koty. Ale właśnie kociarzom dedykuję dzisiejszą recenzję, którą publikujemy nie przez przypadek 17. lutego. Dzisiaj obchodzony jest bowiem Światowy Dzień Kota i dzisiaj owa książka ma premierę.

A gdyby tak ze świata zniknęły koty?

Genki Kawamura

Jeżeli jesteś fanem Kota, który spadł z nieba lub w ogóle wszystkich kotów, zachwycisz się też tą pozycją.

The Sunday Times

Dokładnie tak! Liryczna powiastka Kot, który spadł z nieba Takashiego Hiraide to pierwsza książka wydana w ramach wspomnianej wyżej Serii z żurawiem, którą przeczytałam. Zachwyciła mnie od pierwszych stron (przeczytaj recenzję!), dlatego nie miałam wątpliwości, że wybrana przez twórców serii opowieść Kawamury także trafi do mojego serca. I tak się stało.

Chociaż, pomimo tytułu, koty nie są jedynym tematem opowieści, są jej bardzo istotnym elementem. Kot i jego obecność stanowią punkt odniesienia dla życia głównego bohatera. I to dosłownie, bo kiedy się budzi, to właśnie kot przypomina mu, że jego życie naznaczone rakiem (i nieodległym końcem) jeszcze się toczy.

Kiedy się obudziłem, było już rano. (…) Kapustek podszedł i miauknął. Przyciągnąłem go do siebie. Poczułem pod palcami miękkie, aksamitne futro. I ciepło. Czyli nadal żyłem.

No właśnie. A gdyby tak ze świata zniknęły koty? to historia młodego człowieka, który dowiaduje się, że ma raka i że zostało mu bardzo niewiele czasu. Próbuje zatem, wzorem filmowych bohaterów, stworzyć listę rzeczy, które powinien zrobić przed śmiercią, by jego życie było pełne. Ale atrakcje typu skok ze spadochronem wcale nie wydają mu się satysfakcjonujące, wręcz przeciwnie – trywialne i nie warte zachodu.

Tymczasem w domu czeka na niego diabeł z dwoma wiadomościami: złą – że umrze już jutro i  dobrą – że może swoje życie przedłużyć. Za każdą rzecz, którą usunie ze świata, otrzyma dodatkowy dzień życia. Oczywiście chłopak decyduje się na diabelski układ, a my przez kilka dni towarzyszymy mu w tym coraz bardziej innym (wybrakowanym?) świecie.

Świat bez…

Nie chcę zdradzać, co po kolei usuwa ze świata bohater; a raczej na co się zgadza, by zostało usunięte. Bo przecież układ z diabłem nie może być taki, że czerpie się z niego tylko korzyści. All magic comes with a price („każda magia ma swoją cenę”), jak mawia Rumpelsztyk z serialu Dawno, dawno temu. Dlatego diabeł, który stanął przed naszym bohaterem sam decyduje, co zostanie usunięte. I wiadomo – celuje w rzeczy dla bohatera ważne i cenne. Chłopak natomiast musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dana rzecz faktycznie jest jemu i innym ludziom niezbędna? Jak na resztę świata wpłynie to, że – egoistycznie – usunie z niego jakiś element? Co tak naprawdę jest ważne, a co wręcz przeszkadza ludziom szczęśliwie funkcjonować? I gdzie jest granica poczucia odpowiedzialności za siebie i innych?

Wzruszająca i zabawna

To, co napisałam wyżej może sprawiać, że powieść Kawamury wyda się przygnębiająca. Tymczasem wcale taka nie jest. Jest wzruszająca, ale jednocześnie zabawna. Diabeł kojarzy się trochę z odbiciem w krzywym zwierciadle. Rozmowy z nim są komiczne i trochę przypominają dialogi z Mistrza i Małgorzaty. Osoby, z którymi nasz bohater postanawia się spotkać przed śmiercią nie przebierają w słowach i wytykają mu zabawne wady. Same przemyślenia bohatera, jego komentarze na własny temat i tego, co go spotyka też są dowcipne.

Gdyby moje życie było filmem… Wyszłaby z tego komedia? Thriller? A może dramat? Na pewno nie komedia romantyczna, co do tego miałem pewność. (…)
Straszne nudy. Same banalne sceny i nijakie kwestie. Niskobudżetówka najniższych lotów. Malo tego, główny bohater (czyli ja!) to nieciekawy, apatyczny facet, który nie szuka sensu ani wartości swojego życia.
No nie, w takiej formie nie będzie z tego filmu. Scenariusz musi być zwięzły, szczery, ale jednocześnie pełen dramatyzmu – trzeba trochę podkoloryzować.

Tymczasem na motywach tej powiastki jak najbardziej powstał film w reżyserii Akiry Nagai (link do strony filmu na IMDB), który cieszył się całkiem dużym zainteresowaniem. Tak jak książka, która wreszcie została wydana w Polsce.

Książkowy kot Kapustek, zupełnie jak nasze…

Kociarze znajdą w tej powiastce wiele smaczków, które sprawią, że uśmiechną się od ucha do ucha. I poczują chęć natychmiastowo przytulenia/pogłaskania własnych kotów. Autor książki musiał całkiem dobrze znać kocie zachowania. Weźmy chociaż poranne budzenie:

Wtedy Kapustek wziął się poważnie za budzenie – chodząc mi po głowie. (Robił tak codziennie, bo zawsze miałem problem ze wstawaniem rano.) Kiedyś słyszałem, że słowo kot, czyli neko, wzięło się ze znaków na śpiące dziecko*, ale to bujda na resorach. Z Kapustka był istny ranny ptaszek (…).

*) ne (寝) od neru (寝る) – po japońsku „iść spać” oraz  ko (子) – „dziecko”, tymczasem słowo neko oznaczające „kota” zapisuje się znakiem 猫.

Albo sprzątanie:

Wyrzucałem kolejne przedmioty, co chwila pogrążając się we wspomnieniach (podczas gdy Kapustek robił wszystko, by mi przeszkadzać).

Ale w pewnym momencie nastąpił zaskakujący zwrot akcji.

Genki Kawamura: A gdyby tak ze świata zniknęły koty?

Genki Kawamura: A gdyby tak ze świata zniknęły koty?

Jak dobrze znasz potrzeby swojego kota?

W pewnym momencie (w wyniku działania diabelskiego zaklęcia) relacja bohatera i kota Kapustka mocno się zmieniła. Do chłopaka dotarło, że zajmował się kotem zupełnie nie tak, jak powinien. No i zonk. Ostatecznie nasz bohater zaczął jednak współpracować z Kapustkiem na jego zasadach. Co więcej, podczas spaceru z kocim przyjacielem po świecie bez… (nie powiem czego) chłopak zaczął dostrzegać, co na prawdę było dla niego ważne. Od tego czasu dopadały go coraz kolejne filozoficzno-egzystancjalne przemyślenia. Zaczął się też martwić, że diabeł może w końcu zażądać zniknięcia Kapustka. Oczywiście tak się stało.

Śpieszmy się kochać ludzi i świat!

Tu się zatrzymam. Mam nadzieję, że narobiłam Wam apetytu na tę książkę. Jak mówiłam wcześniej, jest króciutka – do przeczytania w jeden lub dwa wieczory. Ale naprawdę daje do myślenia i mobilizuje do działania. Zwłaszcza do tego, by chwycić za telefon i zadzwonić do bliskich (nawet jeśli wydają się być lata świetlne od nas) i dać im znać, że są dla nas ważni. Śpieszmy się kochać ludzi… i cały świat!

A co do kotów.
Musze przyznać, że odkąd przeczytałam tę książkę, zaczęłam baczniej obserwować nasze koty. Boję się, że mój osąd ich zachowania i potrzeb może być „cokolwiek nietrafiony”. Co z tego wyniknie, nie mam pojęcia! Tymczasem bardzo serdecznie polecam lekturę książki A gdyby tak ze świata zniknęły koty? i oczywiście życzę Wam i Waszym pupilom wspaniałego Dnia Kota!

Genki Kawamura: A gdyby tak ze świata zniknęły koty?

Genki Kawamura
A gdyby tak ze świata zniknęły koty?

(tytuł oryginalny: 世界から猫が消えたなら czyt. Sekai kara neko ga kieta nara)
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Kraków, 2021

Książkę przeczytałam, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, które wydało ją w ramach Serii z Żurawiem / Bo wiem.

O autorze:

Pracuje na Politechnice Warszawskiej jako adiunkt. W wolnym czasie bloguje o podróżach i gotowaniu; z uporem maniaka uczy się japońskiego i chińskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…