Książka w podróży: Nowy Jork, USA

Tu jesteś:Książka w podróży: Nowy Jork, USA

To że lubimy podróże, to żadna niespodzianka. Natomiast nie wszyscy wiedzą, jak bardzo lubimy czytać książki. Poświęcamy im tutaj trochę miejsca i od czasu do czasu zapraszamy Was do odbywania z nami podróży literackich. Dzisiaj jednak będzie o czymś zupełnie innym, a wręcz innowacyjnym – o akcji Książka w podróży!

Od jakiegoś czasu z naszej strony uśmiecha się do Was rozanielona żółta książka z walizką. Jest to logo akcji, która właśnie nabiera rozpędu i rozprzestrzenia się na cały świat (dosłownie)! Akcję wymyślili Aga i Maciek z bloga I saw pictures. My do niej z dołączyliśmy, jako że lada dzień mieliśmy wybywać do USA, a to była okoliczność sprzyjająca wprowadzeniu akcji w czyn.

ksiazka-w-podrozy_logo-12

Książka w podróży – nowy wspólny projekt polskich blogerów podróżniczych

NA CZYM POLEGA PROJEKT?

Pomysł jest prosty: zabieramy polską książkę w podróż, piszemy dedykację, zostawiamy w lokalnej kawiarni, hostelu lub bibliotece z nadzieją, iż odnajdzie ją nasz rodak i opowie nam swoją historię. Liczymy na to, że dowiemy się,  jak się znalazł w danym kraju lub ile czasu już jest w podróży i jak nasza książka trafiła do jego rąk.

Aby go zachęcić do zwierzeń i umożliwić mu kontakt z nami,  książkę opatrujemy stosowną naklejką z żółtą uśmiechniętą knigą oraz podajemy adres do naszego bloga oraz strony akcji.

DLACZEGO BIERZEMY UDZIAŁ?

Pomysł bardzo nam się spodobał. Sami wielokrotnie zabieraliśmy książki w podróże, nawet te najodleglejsze. I pisząc książki, nie mam na myśli wyłącznie przewodników po danym kraju. Dlaczego je zabieramy? (Nie pytam „po co?”, bo to chyba oczywiste – po to, by je przeczytać!). Ano dlatego, że nawet w najciekawszej podróży przychodzi taki moment, że za książką tęsknimy. Wystarczy sobie wyobrazić sytuację, że spędzamy kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin w jednym pociągu lub autobusie. Zmieniające się za oknem widoki są piękne, owszem, ale po pewnym czasie człowiek ma ochotę skupić wzrok na czymś nieruchomym, odprężyć się, poczytać… Tylko, ile można wertować przewodnik?… Ile można wpatrywać się w mapę?… Oczywiście nie zawsze jest miejsce w plecaku, by zabrać ze sobą książkę, albo dwie, albo kilka… Czasami jest. I tak np. kiedyś zabrałam ze sobą do pociągu kolei transsyberyjskiej wielgachne tomiszcze książki Andrzeja Dukaja, pt. Lód. No bo gdzie lepiej czytać Lód, którego bohaterowie jadą na Syberię koleją, niż w wagonie tejże kolei?! Tamta książka akurat była stosunkowo lekka (choć zajmowała sporo), podobnie Władca pierścieni w cienkiej okładce i na szarym papierze (z odzysku?), którą to książkę kupiłam w Nepalu, bo nie mogłam się potrzymać – czytać mi się chciało!

04pociag-2008-08-11-09-26-00-2168

„Lód” Jacka Dukaja w podróży nad Bajkał – pociąg Kolei Transsyberyjskiej, Rosja 2008

Aktualnie radzimy sobie nieco lepiej – w podróż zabieramy Kindle z zestawem przeróżnych czytadeł w środku. Ale to nie to samo, co ściskanie papierowej książki w ręku i przewracanie stron. Zwłaszcza dla mnie, bo zwyczajnie lubię czytać paperbacki! :)
I najlepiej, żeby książka była po polsku, aby móc chociaż na chwilę odpocząć od krzyków hinduskich naganiaczy i kierowców riksz, od nawoływań sprzedawców na arabskich targach, czy od japońskiego przepraszam (Sumimasen!) szeptanego wszędzie i nieustannie – w pociągu, na ruchomych schodach, na peronie metra, na chodniku… W takich momentach, w chwilach znużenia podróżą – bo, nie bójmy się przyznać, ów moment znużenia co jakiś nadchodzi – wiele bym dała, aby móc poczytać coś przyjemnego, po polsku, aby przez chwilę poczuć się „jak w domu”.

Właśnie dlatego postanowiliśmy dołączyć do akcji Książka w podróży. Chcemy zostawić kawałeczek polskiej literatury gdzieś w świecie. Może ktoś, kto włada naszym ojczystym językiem, kiedyś sięgnie po niego. I odpocznie w podróży.

NASZA PIERWSZA PODRÓŻUJĄCA KSIĄŻKA

Naszą pierwszą podróżującą książką jest powieść znajomego, Dominika Rutkowskiego pt. Ile kroków do domu. Jest to bardzo zgrabnie napisana historia, którą przyjemnie się czyta, a która jednoczenie porusza sprawy nam, podróżnikom (że tam szumnie powiem i nas do tego grona zaliczę), całkiem bliskie. Opowiada o tym, jak – w sumie jeszcze całkiem niedawno – trudno było wyjechać z naszego kraju, ile się trzeba było namęczyć, nakombinować i jakim ryzykiem było to obarczone. Dominik świetnie opisuje realia lat 60-tych i to, jakim problemem było uzyskanie paszportu PRL. Może dzięki tej książce rodak, który na nią trafi, zastanowi się przez chwilę nad tym, jak wspaniałe wiedzie życie i jakie ma ogromne możliwości, bo – krótko mówiąc – może jechać w najodleglejszy zakątek świata, jeśli tylko tego zapragnie. A kiedy następnym razem będzie okazywać gdzieś paszport, to być może przypomni sobie, że całej masie ludzi przez lata odmawiano przywileju jego posiadania i przekraczania terytorialnych granic.

Książkę zawieźliśmy na sąsiedni kontynent, do Ameryki Północnej, do Nowego Jorku. Ciekawe, czy (i co najważniejsze, gdzie) się nam ona objawi ponownie?!

IMG_4679.JPG

„Ile kroków do domu” Dominika Rutkowskiego w podróży do NYC; jeszcze nie mieliśmy naklejki i żółtą książkę narysowałam kredkami

IMG_4677.JPG

„Ile kroków do domu” Dominika Rutkowskiego w podróży do NYC

 

PRZYŁĄCZ SIĘ DO AKCJI KSIĄŻKA W PODRÓŻY

Jeśli chcesz do niej dołączyć do akcji Książka w podróży, odwiedź stronę ksiazkawpodrozy.com – tam znajdziesz wszystkie niezbędne wskazówki.

***

[jetpack_subscription_form show_subscribers_total=0 title=0 subscribe_text=”Nie chcesz przegapić kolejnego konkursu? Subskrybuj nasz blog Byłem tu. Tony Halik. przez e-mail.” subscribe_button=”Zapisz się!”]
Autor: | 2018-05-25T09:56:38+00:00 03.12.2014|Kategorie: Książka w podróży, Podróż literacka|9 komentarzy

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…