Welcome to Montreal! Pierwsza wizyta w Kanadzie.

Tu jesteś:, Montreal, PodróżeWelcome to Montreal! Pierwsza wizyta w Kanadzie.

Wieczór i nocka w Montrealu, w drodze do Nowego Jorku, niespodziewanie okazały się prawdziwym bonusem do naszej nowojorskiej wycieczki! Montreal to urocze miasto, które łączy w sobie elementy kultury i architektury Anglii, Irlandii, USA i oczywiście Francji! Bo Montreal to przecież Quebec, czyli francuska Kanada! I chociaż Amerykanie nabijają sie z frencz-Kanady na maksa (wystarczy wspomnieć któryś z odcinków South Park), to nam się tam bardzo podobało!

Nasz przystanek w Kanadzie miał trwać około 14 godzin, w tym nocka. Zastanawialiśmy się, czy warto opuszczać montrealskie lotnisko (YUL), ale trzy rzeczy za tym przemawiały: 1) nocka na lotniskowych siedzonkach do najprzyjemniejszych nie należy (zaliczyliśmy już takie dwie – w Moskwie i w Genewie – bardzo nas wymęczyły, poza tym nie mieliśmy ze sobą śpiworów), 2) lotnisko leży blisko miasta (ok. 20 minut autobusem do centrum), 3) nie potrzebowaliśmy wizy, aby wkroczyć na terytorium Kanady!

Jeszcze w samolocie z Londynu zdecydowaliśmy, że jednak uderzamy w miasto i po około 30 minutach formalności, bez bagaży (co nie do końca było właściwym posunięciem, ale o tym dowiedzieliśmy się dopiero następnego dnia), razem z drugą fajną parą z Warszawy zapoznaną w samolocie wymaszerowaliśmy dziarsko z lotniska i zainstalowaliśmy się w autobusie nr 747 (czyli dżambo-busie). Obraliśmy kurs na jeden z hosteli, który znaleźliśmy wcześniej przez booking.com, ale ostatecznie wylądowaliśmy w innym – pięknym i klimatycznym Auberge Bishop przy równie klimatycznej uliczce (z francuska rue) Bishop, pośród kamieniczek i mini-pałacyków. I wielu Irish-pubów! Chociaż Helloween było de facto poprzedniego dnia, zarówno budynki sklepów i knajpek, jak i prywatne domy, przystrojone były sztucznymi pajęczynami, kościotrupami i nietoperzami, w każdym zakamarku upchane były dyniowe lampiony, a ulicami wędrowali ludzie w stosownych kostiumach.

Wspaniały budynek hostelu Auberge Bishop, w którym nocowaliśmy (Rue Bishop, Montreal, Kanada)

Wspaniały budynek hostelu Auberge Bishop, w którym nocowaliśmy (Montreal, Kanada)

Klimatyczna klatka schodowa hostelu Auberge Bishop, w którym nocowaliśmy (Rue Bishop, Montreal, Kanada)

Klimatyczna klatka schodowa hostelu Auberge Bishop, w którym nocowaliśmy (Montreal, Kanada)

Chociaż było dosyć mroźnie, wybraliśmy się na spacer po centrum Montrealu. Dotarliśmy aż do monumentalnej Bazyliki katedralnej Matki Bożej Królowej Świata (Basilique-cathédrale Marie-Reine-du-Monde de Montréal). Główny deptak Montrealu trochę przypomina nowojorski Broadway, chociaż jest krótszy i nieco skromniejszy. Po drodze zaliczyliśmy arcy-kanadyjski posiłek, czyli hamburgera z frytami w kultowej (ponoć!) burgerowni Five Guys. W sumie nie jestem pewna, czy to kandayjska knajpa, ale klimatu na pewno dodawał fakt, że menu było po francusku! Oczywiście zamówiliśmy też french fries, a raczej frites! Serwowali je w małych wiaderkach…

Centrum Montrealu wieczorem - wcale nie widać, że to "francuska Kanada"!

Centrum Montrealu wieczorem – wcale nie widać, że to „francuska Kanada”!

Montreal, Kanda

Tutaj już trochę bardziej widać, że w Montrealu język francuski to w zasadzie pierwszy język

Montreal, Kanada

Montreal, Kanada

Basilique-cathédrale Marie-Reine-du-Monde de Montréal, czyli Bazylika katedralna Matki Bożej Królowej Świata w Montrealu, Kanada

Basilique-cathédrale Marie-Reine-du-Monde de Montréal, czyli Bazylika katedralna Matki Bożej Królowej Świata w Montrealu, Kanada

Nocne żarcie w burgerowni Super Five Guys - oczywiście podawali tam french fries, a w zasadzie frites (porcje mieli zacne)

Nocne żarcie w super burgerowni Five Guys – oczywiście podawali tam french fries, a w zasadzie frites (porcje mieli zacne)

Supersize me w Super Five Guys + wiadro frytek = nocne żarcie we francuskiej Kanadzie...

Supersize me w Five Guys + wiadro frytek = nocne żarcie we francuskiej Kanadzie…

Wieczór (a właściwie połowę nocy, bo na jet-lagu bawiliśmy się do 2:00 a.m.) spędziliśmy z pintami Guinnessa w dłoniach (kolejny „kanadyjski” rarytas!), w fantastycznym irlandzkim 5-piętrowym pubie. Był niesamowity – zajmował całą kamienicę, a na głównym poziomie była scena, na której grali muzykę na żywo! Gdyby nie to, że uznaliśmy za właściwe chociaż trochę się zdrzemnąć, chętnie zostalibyśmy w tym miejscu do rana – w Polsce świtało i właściwie wcale nie mieliśmy ochoty kłaść się spać.

Halloweenowy koncert w irlandzkim pubie przy Rue Bishop, Montreal, Kanada

Halloweenowy koncert w irlandzkim pubie przy Rue Bishop, Montreal, Kanada

Za dnia Montreal, zwłaszcza okolice naszego hostelu, wydawały się nam jeszcze piękniejsze. Mogliśmy w porannym słońcu podziwiać detale starych kamieniczek, a tuż za rogiem także błękitne niebo odbijające się w szklanych fasadach tych nowoczesnych montrealskich budynków. No i wreszcie mogliśmy zobzczyć kawałek prawdziwej, złotej jesieni, w tym żółte i brązowe kanadyjskie klony (mam liścia na pamiątkę)! :)

IMG_3280.JPG

IMG_3279.JPG

IMG_3283.JPG

IMG_3284.JPG

IMG_3286.JPG

IMG_3281.JPG

IMG_3300.JPG

IMG_3287.JPG

Super było choćby liznąć klimatu Kanady. Nie wiemy, jak jest w reszcie kraju, ale w Montrealu wszystko wydaje się być na swoim miejscu, poukładane. Ludzie są weseli, chociaż też z umiarem. A co wydaje nam się tam najbardziej obce, żeby nie powiedzieć egzotyczne? Wszechogarniający język francuski! Bo chociaż wszyscy znają angielski, to wszystkie rozmowy zaczynają po francusku! Nawet napisy wszelakie zapisane są najpierw po francusku, a dopiero potem, jakby od niechcenia, czasem mniejszą czcionką, po angielsku! A my (Merde!) nic po francusku nie kumamy! Ciekawe co na to angielska królowa!

IMG_3289.JPG

IMG_3295.JPG

Thmczasem udarzamy dalej w drogę! Tym razem na południe! Goodbye Montreal…

IMG_3251.JPG

IMG_3253.JPG

IMG_3252.JPG

IMG_3254.JPG
W razie wypadku wyrwać siedzenie i potraktować je jako deskę do pływania…

IMG_3297.JPG

IMG_3267.JPG

IMG_3269.JPG

IMG_3270.JPG

Welcome New York!

IMG_3321.JPG

Do następnego razu,
Pozdrawiamy z NYC, Chelsea,
Asia i Kondi

[jetpack_subscription_form show_subscribers_total=0 title=”Masz ochotę na więcej? Zaprenumeruj nasz blog przez e-mail! :)” subscribe_text=”Otrzymuj powiadomienia o nowych postach prosto na swoją skrzynkę e-mail. Dziękujemy, że jesteś z nami! Asia i Kondi” subscribe_button=”Zapisz!”]
Autor: | 2018-05-25T09:57:57+00:00 03.11.2014|Kategorie: Kanada, Montreal, Podróże|Tagi: |14 komentarzy

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…