Grecja: Zakynthos – Zante, Tsilivi i okolice

Tu jesteś:Grecja: Zakynthos – Zante, Tsilivi i okolice

Dzisiaj wpis nieco z innej bajki. Zaczęło się lato, wszyscy albo planują urlopy, albo dopinają ostatnie guziki przy organizowaniu wyjazdów. Kierunek wyjazdów to wcale niekoniecznie Azja, dlatego chciałam się dzisiaj z Wami podzielić wrażeniami z wakacji w nieco bliższych, acz cudnych okolicach…
Jak pewnie zauważyliście, nie jestem zwolennikiem wakacji z biurem podróży, bo mam wrażenie, że takie wyjazdy bardzo ograniczają możliwości, ale ponieważ na greckie wyspy trudno się dostać samodzielnie, nie mamy zbyt dużego wyboru. Oczywiście można przypłynąć własną łódką – jak to robi wujek Kondiego, który opłynął już chyba z pół świata; można też samodzielnie wykupić lot (jest duża szansa, że wtedy także trafiamy do samolotu wyczarterowanego dla wycieczkowiczów) i noclegi – ale zazwyczaj wychodzi to znacznie drożej. Nie raz żartowaliśmy, że lepiej wykupić wycieczkę samolotem i nie skorzystać z hotelu (albo skorzystać tylko z pierwszego noclegu), zamiast kupować dwa razy droższy bilet na sam lot. W przypadku wakacji na wyspie Zakynthos nie miałam jednak zbytnio rozterek… :)

O Zakynthos i niebiańskiej plaży Navajos (zwanej też „Zatoką Wraku”), jednej z najpiękniejszych plaży świata, marzyłyśmy z mamą od dawna, tymczasem wakacje, w tym „plażowe”, spędzaliśmy gdzie indziej – mama zwiedziła Lazurowe Wybrzeże, Chorwację, wielokrotnie Italię (w tym Sycylię z jej słynną plażą San Vito Lo Capo), Hiszpanię, Egipt, mnie rzucało na plaże Hiszpanii, Włoch, Chorwacji, Cypru, Bułgarii, Indii, Japonii, chociaż – żeby nie skłamać – zdarzyło mi się zażywać kąpieli słonecznych i na greckiej ziemi – Krecie, SantoriniPeloponezie. Jednak dwa lata temu miałyśmy obie dość marudzenia naszych panów, że na plaży to nudno, gorąco i w ogóle to się tam nie da wytrzymać dłużej niż 5 minut i postanowiłyśmy się wybrać na tzw. „babski” urlop, podczas którego można…

  • opalać się do woli, rokoszując się gorącym słońcem i morską bryzą…
  • …leniwie sącząc tęczowe drinki z parasolkami…
  • bez pośpiechu oglądać stragany z pamiątkami i ciuchami, przymierzając wszystkie letnie sukienki i słomkowe kapelusze, które nam wpadną w oko…
  • poddawać się babskim zabiegom – np. pedicure’owi zrobionemu przez małe żarłoczne rybki…
  • spacerować, niekoniecznie fotografując każdy kamień i każdą kapliczkę…
  • nie spędzać każdego dnia na wycieczce do kolejnej mieściny, z kolejnym klasztorem, zamkiem, etc.

…Innymi słowy, robiąc wszystko to, co zazwyczaj lubią baby, a czego ich panowie szczerze nie cierpią.
Taki był plan, aczkolwiek po dwóch dniach sycenia się „babskim” wyjazdem, nasyciłyśmy się nim doszczętnie (obleciałyśmy wszystko w pobliżu, obejrzałyśmy wszelkie dobra materialne wystawione na sprzedaż, obczaiłyśmy najlepsze beach-bary z drinkami i miejscówki z greckim mrożonym jogurtem) i, pomimo planu, że miał być leniwy, nasz urlop okazał się bardzo intensywny!

Mieszkałyśmy w Tsilivi, uroczym miasteczku na północny-wschód od „stolicy” wyspy, miasta Zakynthos (Zante), z dala od wielce popularnej (czytaj: niemiłosiernie zatłoczonej) zatoki z miasteczkiem Laganas. Zdecydowałyśmy się z mamą na tę miejscowość, bo chciałyśmy uniknąć hordy głośnych i imprezujących turystów (wśród których prym w upijaniu się wiodą Angole) i skupiska tandetnych dyskotek. Poza tym szukałyśmy hotelu położonego w malowniczym miejscu, najlepiej przy samej plaży. Trafiłyśmy idealnie – po objechaniu (i opłynięciu) całej wyspy, stwierdziłyśmy, że nasza plaża to najpiękniejsza, najbardziej piaszczysta i chyba najszersza plaża na Zakynthos.

Zatrzymałyśmy się w hotelu Strofades. Nasz pokój był przestronny i wygodny, choć trochę skromny pod względem wystroju (ale to chyba standard w Grecji) – z ładną łazienką, balkonem obrośniętym oleandrami i z widokiem na hotelowy basen oraz osobnym wejściem z zewnątrz. Na pewno byłybyśmy mniej zadowolone, gdybyśmy wylądowały w pokojach z balkonami od strony „lądu”.
Jeśli chodzi o hotelowe jedzenie, muszę powiedzieć, że było całkiem smaczne – ku naszemu zadowoleniu serwowano dużo lokalnych potraw (których niestety wielu gości nie umiało docenić) i całkiem dobre lokalne wino. Pewnym zgrzytem było to, że miałyśmy wrażenie, że maître d’ z większą troską dba o gości z Rosji, niż o gości z Polski, co przy dosyć wysokim koszcie, za pobyt (nie korzystałyśmy z opcji typu first czy last minute – zapłaciłyśmy pełną cenę) było zupełnie nieuzasadnione. I nieprofesjonalne.
Jak już wspominałam – położenie hotelu było fantastyczne, przy pięknym klifie i wspaniałej piaszczystej plaży, z możliwością oglądania zachodu słońca (dla niektórych totalny must); nie w samym centrum Tsilivi, ale całkiem bliziutko (kilkuminutowy spacer plażą lub lądem). Lepiej położonego hotelu nie mogłyśmy znaleźć. Przyznam, że nie był to do końca ślepy traf. Usytuowanie hotelu i jego otocznie, przed wykupieniem wycieczki sprawdzałam dokładnie na Google maps, co innym także gorąco polecam, bo jest to o wiele lepsza rekomendacja, niż zdawkowe opisy i fotografie (zazwyczaj hotelowego basenu; na szerokim kącie) zamieszczane w katalogach biur podróży. Oczywiście czytałam też opinie o tym i innych hotelach na TripAdvisor i Google.

SONY DSC

Nasz hotel – Strofades w Tsilivi, Zakynthos

Zakynthos 01 IMG_3876

Plaża bezpośrednio przy naszym hotelu

Ale hotel – hotelem, a Zakynthos – Zakynthosem. Wyspa jest piękna i nie mówię tylko o osławionej Zatoce Wraku, na której miałyśmy możliwość chwilę poplażować (tylko chwilę, bo jest maleńka, a co ważniejsze – dostępna tylko od strony wody, więc trzeba na nią przypłynąć, a co chwila – niestety – podpływają kolejne statki z turystami i trzeba uciekać). Przepiękne są tzw. Błękitne jaskinie, do których podpływa się łódeczką, ciekawa jest część wybrzeża, gdzie skały są bogate w siarkę, która się rozpuszcza i można tam zażyć siarkowych kąpieli; urocze są zatoczki i liczne jaskinie, w których można popływać (tylko trzeba uważać na meduzy, bo kontakt z nimi jest dosyć bolesny – co miałam okazję sprawdzić na własnej skórze – dosłownie!), piękne są błękitne i turkusowe laguny, bardzo przyjemna jest północna część Tsilivi, urocze jest wzgórze zamkowe w Zante (czyli Zakynthos właściwym), odwiedziliśmy też bardzo przyjemną winnicę Callinico, w której kosztowałyśmy świetnych win. Zdecydowanie warto też popłynąć na sąsiednią wyspę Kefalonia (Kefalinia), która, moim i mamy zdaniem, jest jeszcze piękniejsza, niż sam Zakynthos – bardziej spokojna i zielona, a jej atrakcje, w tym m.in. Plaża Mirtowa, Jaskinie Drogarati i Mellisani to prawdziwe cuda natury! Ale tej wyspie chcę dedykować cały oddzielny wpis. O Zakynthosie też napiszę znacznie więcej.
Tymczasem – jako preview bardziej szczegółowych postów wrzucam mały mix zdjęć z miejsc, które odwiedziłyśmy z mamą podczas naszych krótkich wakacji.

Zakynthos 17 IMG_7557

Plaża Mirtowa na Kefalonii – jeśli oglądałeś film „Kapitan Corelli”, to wiedz, że właśnie tutaj go kręcono :)

Zakynthos 03 IMG_3699

„Nasza” plaża w Tsilivi

SONY DSC

„Nasza” plaża w Tsilivi

Zakynthos 05 IMG_3915

Zante (Zakynthos) – stolica wyspy Zakynthos

Zakynthos 06 IMG_3992

Okolice „siarkowych” plaży, Zakynthos

Zakynthos 07 IMG_4044

Błękitne jaskinie (wpływa się do nich łódeczkami), Zakynthos

Zakynthos 08 IMG_4058

Błękitne jaskinie, Zakynthos

Zakynthos 09 IMG_8071

W środku jednej z Błękitnych Jaskiń, Zakynthos

Zakynthos 10 IMG_7088

W porcie w Zante

Zakynthos 11 IMG_6996

Kolejna jaskinia – wpłynęłam do środka wpław, a tam mnie pocałowała jedna taka meduza…

Zakynthos 12 IMG_4117

Navajos Beach – Zatoka Wraku, Zakynthos

Zakynthos 13 IMG_8016

Navajos Beach – Zatoka Wraku (widok z góry), Zakynthos

Zakynthos 14 IMG_7617

Wewnątrz jaskini Mellisani, która się zapadła – na podziemnym jeziorze (jesteśmy głęboko pod poziomem gruntu), Kefalonia

Zakynthos 15 IMG_7624

Jaskinia Mellisani, Kefalonia

Zakynthos 16 IMG_7695

Jaskinie Drogarati, Kefalonia

SONY DSC

W Tsilivi, Zakynthos

Zakynthos 19 IMG_7857

Widok na Zante ze wzgórza zamkowego, Zakynthos

Zakynthos 20 IMG_7316

Katedra im. Św. Dionizosa w Zante, Zakynthos

Zakynthos 21 IMG_7896

Wina w winnicy Callinico, Zakynthos

Zakynthos 22

Słynne lokalne zielone wino – Verdea (podobne trochę do portugalskiego vino verde), urocza restauracja w Zante, Zakynthos

Zakynthos 23

Mule – w kolejnej uroczej restauracyjce, tym razem w Tsilivi (restauracja specjalizuje się w ośmiornicach, których naturalnie też kosztowałyśmy)

Zakynthos 24

Piña colada :)

Zakynthos 25

Babskie zabiegi :)

c.d.n. …

P.S. Na Zakynthos byłyśmy w lipcu – czyli w najgorętszym okresie lata, ale jakoś strasznie upalnie nie było – nieco ponad 30°C. Zakynthos to w sumie mała wyspa, w związku z czym całkiem przewiewna, zatem polecam tam urlop także tym, co nie koniecznie uwielbiają upały.

P.P.S. Chcę zaznaczyć, że nie jest to post sponsorowany – nie otrzymaliśmy za jego publikację żadnej gratyfikacji. Post zawiera moją (Asi) szczerą opinię nt. wyjazdu, który w całości został sfinansowany z naszych prywatnych środków.

P.P.P.S. Oprócz wysp Zakynthos z cudowną Zatoką Wraku i Kefalonia z Plażą Mirtową (moim zdaniem to jest jednak najpiękniejsza plaża świata!) odwiedziliśmy także inne greckie wyspy – SantoriniKretę, a także Grecję lądową – Ateny, Peloponez i okoliceMeteory oraz Cypr (część „grecką” i „turecką”) i prędzej, czy później opisy także tych miejsc znajdą się na blogu. Tymczasem kilka zdjęć z tych miejsc można zobaczyć we wpisie pt. Podróżnicze 8 lat – czyli gdzie szwendaliśmy się przez prawie dekadę.

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…