Hotele w Indiach Południowych – nasze rekomendacje.
Po każdej większej podróży staramy się zrobić spis hoteli i hosteli, w których się zatrzymaliśmy. Dzisiaj wrzucam listę hoteli z południa Indii, w których nocowaliśmy we wrześniu 2013 roku. Mam nadzieję, że tego typu posty pozwolą innym łatwiej siebie wyobrazić w azjatyckich (i nie tylko) krajach, które czasami jawią im się, jako bardzo niecywilizowane, brudne i trudne.

Na początku, chciałam napisać, że hotele w Indiach pojawiają się i znikają. Zwłaszcza ośrodki w pobliżu plaży, oferujące domki i chatki, które są rozbierane po zakończeniu sezonu i nie zawsze powracają w sezonie kolejnym. Ale nie tylko one. Nie można zatem się nastawiać, że na 100% zanocujemy w konkretnym miejscu. Poza tym zmienia się poziom jakości i czystości hoteli – zazwyczaj na gorsze. Często hotele „jadą” na dobrej opinii sprzed roku, dwóch, licząc, że turyści zrobią (jeszcze w swoich krajach) rezerwacje, a jak już dotrą nocą na miejsce, to będą tak zmęczeni i wystraszeni (zwłaszcza w dniu przylotu – a samoloty z Europy najczęściej lądują w Indiach w nocy lub nad ranem), że i tak zostaną. To wstrętne, ale robią tak. I na dodatek ceny rezerwowanych mailowo hoteli są często dwu- trzykrotnie wyższe niż z ulicy. Zupełnie odwrotnie, niż u nas. No ale co zrobić – warto mieć chociaż pierwszy nocleg załatwiony, żeby mieć gdzie jechać z tego lotniska. Przy okazji jeszcze napiszę, że nie warto zamawiać taksówki przez hotel – to kolejne wyciąganie kasy od turysty. Najlepiej kupić „rządową” taksówkę, za którą płacimy z góry, podając adres.

Jeśli chcesz otrzymać od nas 50 zł zniżkę na noclegi przez booking.com
kliknij w ten link:
<zniżka booking.com!>

Hotele w Indiach Południowych

MUMBAI (BOMBAJ), MAHARASZTRA

Hotele autentycznie znikają. Mieliśmy kilka lat temu sytuację, że trzy hotele na bombajskiej Colabie, polecane przez znajomych z sieci, którzy nocowali tam zaledwie kilka miesięcy wcześniej przywitały nas pustkami. Jeden był w remoncie, po drugim nie było śladu, a trzeci okazał się pustą przestrzenią na ostatnim piętrze, okupowaną przez stado gołębi – w sumie całkiem niezłe miejsce do squatowania. ;) Akurat wtedy byliśmy mocno zdesperowani, bo przyjechaliśmy do Bombaju pociągiem o 4 rano. Nasza podróż trwała ponad dobę (jechaliśmy z Jansi, nieopodal Orchhi), dodatkowo na Colabę jechaliśmy ponad pół godziny taksówką (nasz pociąg niestety nie kończył biegu na dworcu Wiktorii). A Bombaj jest cholernie drogi i pokoje, za które w innych miastach na północy płaciliśmy po 200 rupii, tam kosztowały po 1200… Koszmar dla budżetowego podróżnika. Koszmar dla podróżnika, który przywykł do cztero-, pięciokrotnie niższych cen… Wtedy zatrzymaliśmy się w schronisku/stancji Czerwonego Krzyża (patrz tu) za 600 Rs (pokój z łazienką). Było skromnie i zdecydowanie nie było sterylnie czysto, ale znośnie. Niestety obecnie jest tam straszny syf – byliśmy na rozpoznaniu, bo mieszkaliśmy w tym roku dokładnie naprzeciwko – w…

Hotel Diplomat (booking.com)
Jest to zdecydowanie hotel niewarty swej zawrotnej ceny – ok. 5000 Rs, którą wyliczyli po dodaniu wszystkich dopłat, tj. 10% podatku, 7,42% podatku miejskiego (u nas to się chyba nazywa „opłata klimatyczna”, ale jest sporo niższa) i 5% kosztu obsługi – czyli prawie jednej czwartej więcej. W cenę (na szczęście) było wliczone śniadanie, nawet smaczne – indyjsko-kontynentalne i klimatyzacja. Kiedyś to musiał być naprawdę luksusowy hotel dla dyplomatów z całego świata – piękne wejście (z panem w liberii), lobby, wysokie sufity, oldskulowa winda, duże pokoje, salon w drewnie i zielonym aksamicie (pokój do gry w bilard?)… Pokoje niestety lekko przypleśniałe, w marmurowych łazienkach robale – ostatni remont hotel przeżył chyba zanim Indie uzyskały niepodległość… Skusiło nas położenie hotelu – środek Colaby, czyli naszej ulubionej dzielnicy Bombaju, dokładnie na tyłach Taj Mahal Palace, pięć minut od Gateway to India i wszelkich słynnych colabijskich atrakcji.
Tak jak napisałam wcześniej – hotel nie jest wart swojej ceny, ale przepłaciliśmy świadomie. Oboje byliśmy z Kondim podziębieni (w Polsce była już chłodna jesień) i musieliśmy się nieco wykurować przed ruszeniem w dalszą trasę – a oni mieli ciepłą wodę (chociaż trzeba było puścić nieco zimnej, zanim poleciała ta ciepła)! Już tam nigdy się nie zatrzymamy, ale była to znośna opcja na pierwszy nocleg. Zatem jeśli ktoś ma ochotę przepłacić za ciepłą wodę i lokalizację, to jest to jakiś punkt zaczepienia. Ogólnie nie polecamy.

Podsumowując: dwójka z łazienką, ciepła woda, AC, wi-fi – dodatkowo płatne, śniadanie = 5000 Rs
Nasza ocena: 2/10

Więcej o naszych wrażeniach z Colaby i Bombaju przeczytasz tutaj.

AURANGABAD, MAHARASZTRA

W Aurangabadzie zatrzymaliśmy się tam na trzy noce, a stamtąd robiliśmy wypady do pobliskich kompleksów jaskiń w EllorzeAdźancie. W samym miasteczku warto odwiedzić też niesamowity grobowiec, Bibi Qa Maqbarę, zwany „Tadź Mahalem ubogich” (zwłaszcza jeśli nie miało się okazji zobaczyć prawdziwego Tadź Mahala w Agrze). Naszym zdaniem to lepsza opcja, niż tułanie się z plecakami po wszystkich miejscowościach po kolei. O atrakcjach w Aurangabadzie przeczytasz tutaj.

Hotel Panchavati (hotelpanchavati.com)
Znaleźliśmy go w przewodniku LP (Lonely Planet), gdzie opisano go jako jeden z tańszych, aczkolwiek mocno polecany z uwagi na niedawno przeprowadzony remont pokoi i świetną indyjsko-koreańską restaurację. Hotel wcale nie jakiś mega tani jak na indyjskie ceny, bo dwójka z łazienką kosztowała nas 800 Rs plus 14% podatku (w każdym stanie mają inne podatki), ale pokój był rzeczywiście ładny – z bordowo-złotą narzutą i zasłonami, czystymi ścianami i sufitami z gipsowymi stiukami, z balkonem i ładnym widokiem na wypielęgnowany ogród sąsiadów i łazienką z „juropien stajel” kibelkiem i ciepłą wodą. Jedzonko rzeczywiście było bardzo smaczne, wypróbowaliśmy kilka dań – w tym indyjskie i koreańskie.

Hotele w Indiach Południowych - nocleg w Hotel Panchavati, Aurangabad

To nasz pokoik w hotelu Panchavati w Aurangabad – ta jasna poświata bije od drzwi na balkon

Podsumowując: dwójka z łazienką, ciepła woda, AC, wi-fi, bez śniadania = 800 Rs
Nasza ocena: 9/10

PANAJI, GOA

Od Goa zaczynaliśmy i kończyliśmy naszą podróż po Indiach południowych (tych naprawdę południowych). Zaczęliśmy od Panaji, stolicy stanu, skąd zrobiliśmy całodniowy wypad do Old Goa (dawna stolica). O Panaji i Old Goa przeczytaj tutajtutaj.

Bharat Lodge (tel. 2224862, 9890193688, Sao Tome St, Panaji)
Świetny hotel/guesthouse z wyremontowanymi i czyściutkimi pokojami, z dwustuletnimi portugalskimi mebelkami (np. łożem z baldachimem); część pokoików była jeszcze w remoncie. Obsługa urocza i pomocna, miejscówka świetna – przy rzece Mandovi, nieopodal fajnych knajpek, pubów i poczty. Było wi-fi, ale akurat nie działało.

Hotele w Indiach Południowych - nocleg w Bharat Lodge, Panaji, Goa

Piękna fasada hotelu Bharat Lodge, Panaji, Goa

Hotele w Indiach Południowych - nocleg w Bharat Lodge, Panaji, Goa

Nasz pokoik z dwustuletnim łożem (Bharat Lodge, Panaji, Goa)

Hotele w Indiach Południowych - nocleg w Bharat Lodge, Panaji, Goa

I gigantyczna dwustuletnia szafa – moich plecaków by tam weszło z 10 (Bharat Lodge, Panaji, Goa)

Podsumowując: trójka z łazienką, ciepła woda, AC, wi-fi – nie działało, bez śniadania = 1800 Rs
Nasza ocena: 8/10

PALOLEM, GOA

Palolem na Goa to był ostatni przystanek naszej podróży. Spędziliśmy tam trzy noce. Ponieważ dotarliśmy tam przed rozpoczęciem sezonu, większość hoteli było jeszcze nieczynnych, a chatek – jeszcze nie zbudowanych. Dotarliśmy o zmroku, zaczęło lać, byliśmy mokrzy, źli i głodni. Hindusi próbowali nam wcisnąć zatęchłe pokoje z ciepłą wodą (ale tylko wtedy, jak się nagrzeje w baniaku na dachu – czyli raczej nie nocą). Chyba z godzinę szukaliśmy hotelu z dwoma przyzwoitymi pokojami i w końcu zadekowaliśmy się w dwóch różnych hotelach.

Om Sai Guest House (omsaipalolem.com)
My z Kondim trafiliśmy do całkiem fajnego hoteliku, do ładnego pokoju z balkonem i widokiem na główny deptak, z ciepłą wodą z elektrycznego podgrzewacza (z wiszącymi kabelkami nad prysznicem). Klimy chyba tam nie było, a ściany były trochę wilgotne. To był jeden z niewielu hoteli, gdzie można było zamknąć drzwi na własną kłódkę. No i było całkiem szybkie wi-fi. Plus mieliśmy fajną obsługę i poznaliśmy sympatycznego właściciela, który sam dużo podróżuje po świecie – np. pokazywał nam zdjęcia z Tajlandii.

Podsumowanie: dwójka z łazienką, ciepła woda, AC-brak, wi-fi, bez śniadania = 600 Rs
Nasza ocena: 8/10

Więcej o pięknym Palolem przeczytasz tutaj.

MYSORE, KARNATAKA

W Majsurze (Mysore) poupadali na głowę, jeśli chodzi o ceny noclegów. Hotele polecane przez Lonely Planet korzystają z tego, że ich zindeksowano w najbardziej znanym na świecie przewodniku, ale ceny podają zdecydowanie wyższe, niż w przewodniku. Np. Hotel Dasaprakash (nie polecamy!!!) krzyczał dwa razy więcej, a jak zwróciłam im uwagę, że w Lonely Planet podano dużo mniej, to powiedzieli, że nie wiedzą, co to Lonely Planet. Rozumiem, że była noc i liczyli, że nas naciągną, bo biali to dla nich wielkie chodzące rupie, ale heloł? Zanocowaliśmy w hotelu przy następnej przecznicy. Spędziliśmy tam trzy noce.

Surya Lodging (Devaraja Mohalla, Mandi Mohalla, Mysore)
Czyste wyremontowane pokoje, zrobili nam dostawkę do dwójki – materac; łazienka z ciepłą wodą, klima i wi-fi działały nieźle, chociaż czasami muliły (zwłaszcza wieczorami). Obsługa trochę kręciła – np. nie wypisali nam rachunku za dwie ostatnie noce (chyba byliśmy tam „na czarno”), ale to całkiem niezła miejscówka.

Podsumowanie: trójka z łazienką, ciepła woda, AC, wi-fi, bez śniadania = 1200 Rs
Nasza ocena: 7/10

Więcej o atrakcjach w Mysore przeczytaj tutaj.

KOCHIN, KERALA

W Kochin, a dokładnie w Fort Kochin, nocowaliśmy w gesthausie u indyjskiej chrześcijańskiej rodziny.

ChristVille Homestay (tripadvisor.com)
To było bardzo fajne przeżycie – poznaliśmy trochę naszych hostów i ich dwie córki, zajadaliśmy się pysznymi domowymi śniadaniami (za dodatkowe 110 Rs mieliśmy do wyboru śniadanie kontynentalne lub przepyszne śniadanie w stylu keralskim – polecam). Pokoje były czyściutkie, z łazienkami, woda nagrzewała się, co prawda, w beczce na dachu, ale w keralskich upałach to rozwiązanie sprawdzało się dobrze. Była klima, ale z niej nie korzystaliśmy, bo mieliśmy mały balkonik. Wi-fi działało świetnie. Usytuowanie było znakomite – pięć minut od Santa Cruz Basilica, trzy minuty od centrum tańca i teatru Kathakali, dziesięć minut spacerkiem od centrum i „sieci”. Polecamy gorąco – to było jedno z fajniejszych miejsc, w których nocowaliśmy.

Podsumowanie: dwójka z łazienką, ciepła woda, AC, wi-fi, bez śniadania = 700 Rs (śniadanie dodatkowe 110 Rs)
Nasza ocena: 10/10

ALLEPPEY (ALAPPUZHA), KERALA

Nocowaliśmy na wynajętej łodzi. To był zdecydowanie najciekawszy nocleg podczas całej wyprawy! O szczegółach przeczytaj tutaj.

Backwaters boat to rent, Kerala, India

Kerala Backwaters; nasz „domek” to ten po prawej :)

Backwaters boat to rent interior, Kerala, India

A tak w środku się spało…

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Wam zaplanować wyprawę po Indiach południowych. My zachwyciliśmy się Keralą i na pewno jeszcze tam wrócimy. Poza tym zostało jeszcze mnóstwo miejsc, które byśmy chcieli zwiedzić na południu. A w Kochin pojawimy się jeszcze na pewno!

Jeśli chcesz otrzymać od nas 50 zł zniżkę na noclegi w serwisie booking.com kliknij w ten link: zniżka booking.com!

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…