Przygód ciąg dalszy…

Tu jesteś:, Indie Północne, Indie भारत, PodróżePrzygód ciąg dalszy…

Kolejne wpisy z mojego kompika – z małym opóźnieniem, ale przed publikacją chciałam się najpierw dowiedzieć, co z Izą i czy na pewno zdrowa. Już ok, rozmawiałam z nią dzisiaj przez telefon, wraca do siebie, w domku…

2009.08.11, Pokład samolotu Boeing 767-300 linii AeroSvit, gdzieś nad Europą
Ładnie!
Jesteśmy podejrzani o świńską grypę. Dokładnie to Iza, ale my – jako jej znajomi, i wszyscy siedzący wokół też, jesteśmy pod odstrzałem.
Jest 9:07 ukraińskiego czasu, czyli za godzinę powinniśmy lądować. Tymczasem w samolocie kontrolowana panika – siedzimy w maseczkach (jak ktoś ściągnie, to panie stewardesy krzyczą!), a wszystko przez to, że Iza sobie trochę kasłała przez sen. Teraz mierzą jej temperaturę i ciśnienie (ale wyników pomiarów już nie podali, łobuzy). Nas spisali z kart pokładowych.

10:05, Kijów, Ukraina

Nadal siedzimy w samolocie – zrobili nam kwarantannę. Dwóch innych pasażerów zgłosiło, że się źle czuje – ich też zaczęli egzaminować. Właśnie podjechała karetka i wsiadła pani doktór ze skórzaną, czarną, teczką pełną szklanych ampułek opisanych długopisem. Zrobiła Izie jakiś zastrzyk. Postanowili zabrać Izę do szpitala – ja na jej miejscu bym się nie dała, ale Iza poczuła się gorzej (z uwagi na problemy żołądkowe, nie świńsko-grypowe) i skapitulowała. Dwóch hipochondryków też zabierają. Nam i reszcie samolotu pozwolili wyjść.

12:00, Kijów, Ukraina

Jesteśmy w poczekalni, przy gejtach. Izę zabrali – dobrze, że ma samolot dopiero jutro, bo tak to byłoby jeszcze gorzej. Natomiast cały samolot wypuścili bez problemu…. Nawet jeśli ktoś byłby faktycznie zarażony świńską, to by nie zauważyli. My bardzo powstrzymywaliśmy się od wszelkich kichnięć i kaszlnięć – całkiem naturalnych w sytuacji, gdy z niemal czterdziestostopniowego upału przesiedliśmy się do samolotu z klimą ustawioną na 19 stopni i przez siedem godzin dmuchawa z zimnym powietrzem dęła mi na zatoki – a cienki polarowy kocyk, który dali, to można sobie co najwyżej pod głowę wsadzić, a nie się nim przed mrozem zabezpieczać… Ja całą drogę przesiedziałam w bluzie z kapturem na głowie i w ciepłych skarpetach trekingowych, które właśnie w tym celu zabrałam ze sobą z domu. Wypuścili nas w tych maseczkach – oprócz nas w samolocie była pokaźna grupa Izraelczyków, niektórzy normalni – z dredami i długimi włosami, ale było też kilku ortodoksów z pejsami. Wyobraźcie sobie teraz miny ludzi, kiedy grupa pejsatych w maseczkach wparowała do bezcłówki – nie wiadomo, czy to już epidemia, czy może napad??

My też przez chwilę nie zdejmowaliśmy maseczek – skoro ci w samolocie robią takie halo i nas stresują, to my też postresujemy innych! Po raz kolejny ludzie wpatrywali się w nas wybałuszonymi oczyma – aczkolwiek teraz nie byli to wścibscy Hindusi, lecz przerażeni Europejczycy :P

14:00, Kijów, Ukraina
Izę przewieźli do kliniki. My za chwilę  wylatujemy.
No zobaczymy, jak to się skończy wszystko.

Maseczka Indie Bialorus

Kwarantanna w samolocie

Lotnisko Borispol (Boryspil) w Kijowie

Lotnisko Borispol (Boryspil) w Kijowie

—-Update—-

2009.08.12, Warszawa, PL

Jesteśmy w domu.
Wczoraj na Okęciu przywitał nas wiatr i deszcz – to już teraz wiadomo, gdzie się podział monsun, kiedy go w Indiach brakuje, a pola ryżowe marnieją… Szaro, ponuro i mokro. Brrrr!
Izę wypuścili i dzisiaj wraca do domu. Mówi, że średnio się czuje i zadzwoni, jak jej będzie lepiej. Oczywiście to nie była świńska grypa, czy nawet ptasia, tylko sensacje żołądkowe plus przeziębienie od klimy. Eh, ci Ukraińcy – nie mogli się przyczepić do kogoś innego?
A my powoli dochodzimy do siebie i próbujemy się odnaleźć w zimnej Polsce i już zaczynamy tęsknić do indyjskich prze-upałów…

Asia i Kondi

🇮🇳

[jetpack_subscription_form show_subscribers_total=0 title=0 subscribe_text=”Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu? Subskrybuj nasz blog Byłem tu. Tony Halik. przez e-mail.” subscribe_button=”Zapisz się!”]
Autor: | 2018-05-25T10:04:44+00:00 14.08.2009|Kategorie: Indie 2009, Indie Północne, Indie भारत, Podróże|Możliwość komentowania Przygód ciąg dalszy… została wyłączona

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…