The Ingenuity of the Househusband – nowy miniserial Netflix inspirowany „Yakuza w Fartuszku”

Tu jesteś:, Kino japońskie (filmy japońskie i anime), Podróż filmowa, Recenzje filmów, Recenzje seriali, Seriale japońskieThe Ingenuity of the Househusband – nowy miniserial Netflix inspirowany „Yakuza w Fartuszku”
  • The Ingenuity of the Househusband

The Ingenuity of the Househusband to nowy miniserial, który jest bardzo luźną adaptacją mangi Gokushufudō aka. Yakuza w fartuszku. Kodeks Perfekcyjnego Pana domu. Czekałam na niego z niecierpliwością, ponieważ zachwyciła mnie Netflixowa animowana wersja przygód Tatsu – byłego yakuza, który postanowił zostać kochającym i wspierającym towarzyszem swojej zapracowanej żony. Zresztą o tym anime pisałam wiosną – zaraz po polskiej premierze (poniżej link do artykułu).

➡️ Zobacz trailer i przeczytaj recenzję serialu animowanego pt. Kodeks perfekcyjnego pana domu (aka.  Gokushufudō) dostępnego na polskim Netflix.

The Ingenuity of the Househusband – recenzja

The Ingenuity of the Househusband ≠ The Way of the Househusband (Gokushufudō)

Niemniej The Ingenuity of the Househusband nie jest kolejną wierną aktorską adaptacją wspomnianej  mangi (a taka powstała już wcześniej). To nowe króciutkie historyjki, wręcz sytuacyjki, w których bardzo męski Tsuda (w tej roli Kenjirō Tsuda*) zmaga się z domowymi obowiązkami. Podczas pracy posiłkuje się egzemplarzem Kodeksu Perfekcyjnego Pana Domu (domyślamy się, że autorem książeczki jest wspomniany wcześniej eks-yakuza Tatsu), zawierającym mnóstwo wskazówek i tipów.

W tych zabawnych klipach prawdziwy twardziel ze smykałką do prac domowych wykonuje zadania perfekcyjnego pana domu z drobiazgową starannością.

~ Netflix

Starannością wręcz obsesyjną; godną nagrody od Małgorzaty Rozenek (nota bene Tsuda na pewno zdałby jej „test białej rękawiczki”).

The Ingenuity of the Househusband to faktycznie bardziej kolekcja klipów, niż serial. Pierwszy sezon to (jak na razie) zaledwie pięć 5-minutowych epizodów. W każdym Tsuda staje przed nowym domowym wyzwaniem: ostrzeniem noży, parzeniem kawy, praniem, oliwieniem drzwi, czyszczeniem lustra w łazience, itd. Niektóre czynności są dla nas mniej, inne bardziej ciekawe, bo typowo japońskie. Np. naprawa papierowego panelu w suwanych drzwi shōji wydała mi się bardzo interesująca (jakie to proste!).

Japończycy źle segregują śmieci!

Zaskoczyć widzów może piąty (aktualnie ostatni) odcinek, w którym Tsuda segreguje śmieci pozostałe po hucznej urodzinowej bibce (Tsuda-san, otanjōbi omedetō!).

Na zachodzie funkcjonuje przekonanie, że Japończycy są mistrzami w segregacji śmieci. Niektórzy wręcz stawiają segregację na równi z recyklingiem, mając Japończyków za bardzo ekologiczny naród. Owszem, mają wiele pojemników na różnego typy śmieci (chociaż dużo zależy od lokalnych wytycznych), a z segregacji robią niemal religię. Ktoś, kto źle segreguje może wręcz doświadczyć ostracyzmu ze strony sąsiadów. Niemniej ze świadomością celu segregacji i recyklingiem samym w sobie jest już znacznie gorzej. Ale to temat na oddzielny artykuł.

Pięciominutowy seans piątego odcinka może zmienić Wasze przekonanie o tym, że Japończycy świetnie segregują. Bo pod pewnymi względami segregują bardzo źle… Byłam tym bardzo negatywnie zaskoczona, kiedy pojechałam do Japonii po raz pierwszy. Zdecydowana większość śmieci ląduje w kategorii „palne/do spalenia”. I do tych palnych mogą trafić nawet elementy z tworzyw sztucznych, czy metali (przekonajcie się sami, oglądając Tsudę w akcji). A teraz wyobraźcie sobie spalanie śmieci 14-milionowej społeczności Tokio…

Soda oczyszczona najlepszym przyjacielem pana domu!

Jak nie trudno się domyśleć, całość miniserialu ogląda się w okamgnieniu. I bezboleśnie. Epizody są dobrze zmontowane. Muzyka podbija dynamikę akcji w momentach, gdy naszemu panu domu coś nie wychodzi. Od strony wizualnej, produkcja jest bardzo przyjemna – podobały mi się przebitki z widokiem przydomowego ogrodu, czy pokoju z matami tatami, gdzie przy niskim stoliku Tsuda popijał oczyszczającą ziołową herbatę.

Jak ktoś napisał w recenzji na MyDramatList – jest to „szybki i beztroski program do obejrzenia” (quick and lighthearted show to watch), do którego nie warto wracać. Ja wrócę, ale tylko po to, by sprawdzić z czego był ten oczyszczający ziołowy napar.

No to dobry czy nie dobry ten miniserial?

Miniserial oceniam na bardzo średnio (6/10). Nie mogę się pozbyć wrażenia, że oglądałam w telewizji śniadaniowej ładnie podane porady dla gospodyń. Zabrakło pazura – zabrakło tego surowego, ale zadziornego eks-yakuzy. Bo przecież to dysonans między starym i nowym „fachem” oraz mafijne nawyki Tatsu sprawiały, że komiks i serial Yakuza w fartuszku miały w sobie to coś. A tutaj mamy po prostu „faceta w fartuszku”, który odkrył działanie sody oczyszczonej. +1 za scenki z kotkiem!
Niemniej poświęćcie sami to 5 x 5 minut, bo może coś mi umknęło…

Kilka ujęć zza kulisów kręcenia The Ingenuity of the Househusband

*) ten sam, który podkładał głos za eks-yakuzę w serialu anime!


Jeśli podobał Ci się ten artykuł, polub nasze profile na Facebooku i obserwuj nasz kanał ▶️ YouTube.


Obejrzyj też nagranie ze spotkania LIVE, gdzie rozmawiamy o japońskim kinie!

Autor: | 2021-11-11T12:58:33+01:00 30.08.2021|Kategorie: Japonia 日本, Kino japońskie (filmy japońskie i anime), Podróż filmowa, Recenzje filmów, Recenzje seriali, Seriale japońskie|Tagi: , , , , , , |Możliwość komentowania The Ingenuity of the Househusband – nowy miniserial Netflix inspirowany „Yakuza w Fartuszku” została wyłączona

O autorze:

Pracuje na Politechnice Warszawskiej jako adiunkt. W wolnym czasie bloguje o podróżach i gotowaniu; z uporem maniaka uczy się japońskiego i chińskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…