Welcome to Mumbai

Wreszcie mamy kawałek internetu. Zatem wrzucam kawałki zapisków, które zrobiłam w biegu.

2013.09.09 Mumbai (Bombaj)

Jesteśmy tutaj znowu. Aż trudno uwierzyć! I – tak jak poprzednio – nocujemy na Colabie, kilka minut od Gateway of India. Bramy, przez którą na indyjski subkontynent kilkadziesiąt lat temu wkraczali pasażerowie statków z Europy.

Znowu na Colabie, znowu mieszkamy obok Taj Mahal Palace, tym razem nie w „Red Crossie” (który delikatnie mówiąc, nieco „zszedł na psy”), ale w nieco bardziej cywilizowanym hotelu (na rozgrzewkę), o jakże ekskluzywnej nazwie „Diplomat”. Czy szanujący dyplomata by się tu zatrzymał? Maybe, maybe not… Po ostatnich podróżach do Osaki/Tokio/Kioto i Szanghaju nieco się rozbisurmaniłam z tymi hotelami. Chociaż nasz Dyplomata zdecydowanie nie wart jest swojej ceny – pokoje spore, łazienka jest, i owszem, ale jest nieco brudno, ściany i sufit to chyba malowania nie widziały od czasów wizyty króla Anglii, kiedy był jeszcze księciem Walii, ale to miejsce… Magiczne! A jak tylko poczuję nieco słońca na skórze i zobaczę kawałek plaży, to i szałasem z liści palmowych nie pogardzę…
No właśnie, kawałek słońca, bo na razie monsun jeszcze tutaj rozrabia… Na szczęście tylko wieczorami (podobno), a noce są upalne – aktualnie, czyli ok. 23:00, jest 28*C (ile w Polsce, aż się boję pomyśleć) i mega parne. Ale i tak poszedł by se już stąd precz ten cały monsun!

Dotelepaliśmy się prepaidową taksówką z lotniska na tę Colabę (ok. 30 km za 600 Rs, czyli niecałe 30 zł), zadekowaliśmy się u Dyplomaty i wyruszyliśmy na nocny walking.

Idziemy „na pamięć” do pewnej restauracji, gdzie cztery lata temu jedliśmy najlepszą dosę na świecie! Jest tuż przed północą, ale nas jeszcze przyjęli. Dosy niet (chyba zmienił się właściciel… i kucharz!). Mnie smakowała moja tikka masala, Kondiemu jego chicken kadai nieco mniej (za mało ostre????). A po obiadokolacji uderzamy do osławionego Leopolda na piwo. Duży (serio duży, bo 0,6 litra) Kingfisher i wreszcie czujemy się, jak na wakacjach…

A jutro?!
Jutro mamy w planach odwiedzić stare miejscówy w okolicy – Dworzec Wiktorii, uniwerek i inne cuda neogotyckiej architektury, co to między palmami strzelają w górę ażurowymi od maswerków wieżami… Kusi mnie wycieczka do wytwórni Bollywood, ale czasu mamy niewiele, a i bilety na objazdówkę po bombajskiej wytwórni snów są cholernie drogie. Może następnym razem…
Za to pojutrze mały skok na północ. Do Aurangabadu.

Gateway of India, Mumbai, India

Gateway of India nocą

20130915-213735.jpg

Pierwszy Kingfisher u Leopolda

20130919-084624.jpg

Przystawki przed pierwszym posiłkiem w Indiach

20130915-213641.jpg

Pierwszy posiłek: chicken kadai (w brązowym sosiku) i chicken tikka masala (w beżowym sosiku)

20130919-084656.jpg

Drugi Kingfisher u Leopolda

20130919-084754.jpg

Nie wolno palić! Żeby nikt nie zapomniał, to ten gustowny plakacik o tym przypomina

🇮🇳

[jetpack_subscription_form show_subscribers_total=0 title=0 subscribe_text=”Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu? Subskrybuj nasz blog Byłem tu. Tony Halik. przez e-mail.” subscribe_button=”Zapisz się!”]
Autor: | 2018-05-25T10:02:38+00:00 10.09.2013|Kategorie: Bombaj (Mumbai), Indie 2013, Indie Południowe, Indie भारत, Podróże|Możliwość komentowania Welcome to Mumbai została wyłączona

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…