Ganga, Waranasi i całopalenie… cz. II

Tu jesteś:, Indie 2009, Indie Północne, Indie भारत, PodróżeGanga, Waranasi i całopalenie… cz. II

WARANASI: CAŁOPALENIE

W Waranasi można zaobserwować obecność wielu starszych lub schorowanych ludzi. Gromadzą się oni w świętym mieście z konkretnego powodu – Hindusi wierzą, że śmierć w Waranasi, przy Gandze, zaprowadzi ich prosto do nieba, bez konieczności odbywania długiej drogi poprzez kolejne inkarnacje. Natomiast jeśli chodzi o pochówek…

IMG_6359_2_small

Krematorium – zdjęcie zrobione z dachu naszego hotelu, Varanasi, Harishchandra Ghat

Mieliśmy dobrą okazję dogłębnie poznać rytuały spalania zwłok nad Gangesem, jako że mieszkaliśmy przy Harishchandra Ghat – jednym z tych ghatów, na których znajdują się paleniska, a w bezpośrednim sąsiedztwie (bardzo bezpośrednim!) znajduje się krematorium dla ważnych osobistości. Z balkonu mogliśmy oglądać całą ceremonię: ułożenie stosu pogrzebowego ze specjalnego drewna (które rodzina zmarłego zakupuje przy ghacie – najbiedniejsi płacą 500 Rs, ci trochę mniej biedni – 2000 Rs, a bogaci – nawet do kilku-kilkunastu tysięcy Rs, chociaż zmarłych z rodziny tych ostatnich spala się raczej w krematorium, niż bezpośrednio nad wodą); pochód orszaku pogrzebowego i przetransportowanie ciała zmarłego nad Ganges, na specjalnych bambusowych noszach (ozdobionych dziwnymi błyszczącymi, czerwono-złotymi girlandami, kupowanymi na pobliskich straganach, które nam przypominały choinkowe łańcuchy); umieszczenie zwłok na brzegu rzeki (stopy i część ciała zanurzone w wodzie); umieszczenie zwłok na stosie (usytuowanym na specjalnym okrągłym palenisku, z odciskiem stóp Wisznu); spalenie do ostatniej kosteczki i ewentualne zmiecenie (najczęściej zwiewa je sam wiatr) popiołów do Gangi… I tak w kółko. Na uliczce odchodzącej od rzeki, przy której stał nasz hotel, całymi godzinami stały w kolejkach orszaki z noszami… Cały czas, aż do zmroku, a nawet do północy. Jeden sympatyczny człowiek z naszego hotelu (niestety nie pamiętam, jak miał na imię)  trochę nam o tym obrzędzie opowiedział i odpowiedział na kilka pytań, które mnie i Izę nurtowały.

Po pierwsze wytłumaczył nam, kogo się nie spala i dlaczego. Może na wstępie powiem coś, co pewnie wiecie, ale na wszelki wypadek wyjaśnię – całopalenie ma za zadanie oczyścić duszę z ziemskich grzechów i uwolnić ją. W związku z tym nie spala się ciał świętych mędrców, ponieważ oni są już czyści i święci i ich dusz nie trzeba oczyszczać, nie spala się ciał dzieci (zmarłych w wieku do około 8-10 lat), ponieważ małe dzieci też uznawane są za czyste, nie spala się też ciał kobiet w ciąży (bo ich łona zawierają czyste dzieci), nie pali się ciał trędowatych i ugryzionych przez węża… Ciała tych pięciu grup ludzi wrzuca się w całości do rzeki (byliśmy świadkiem sytuacji, kiedy matka wrzucała dziecko zawinięte w biały całun). Nie pamiętam dokładnie i chyba nie do końca zrozumiałam, jakie było wytłumaczenie wrzucania do Gangesu ciał trędowatych (przecież mogą zakazić wodę!), ale jeśli chodzi o ugryzienia węża, nasz „samozwańczy przewodnik” tłumaczył, że jeśli znajdą na ciele nieboszczyka ślad po ugryzieniu (co nie tak rzadko się w Indiach zdarza), to – zwłaszcza w przypadku biednych, którzy mają ograniczony dostęp do opieki lekarskiej – czasami trudno jest jednoznacznie stwierdzić śmierć, ponieważ ugryzienie niektórych gatunków węży powoduje, że osoba zapada w letarg. Zdarza się, że jeśli ciało (nawet po kilku dniach) zostanie wrzucone do wody, to ugryziony wychodzi z letargu. Nasz „przewodnik” opowiadał nam, że w jego rodzinie miała miejsce taka sytuacja – jego daleki kuzyn ocknął się z letargu podczas obrzędów pogrzebowych. Nie wiem, na ile ta historyjka była prawdziwa, bo nasz przewodnik lubił się popisywać… Ale niech mu tam.
Wyjaśnił nam także, czemu wdowy i inne kobiety nie mogą podchodzić do stosu podczas spalania, tylko siedzą na specjalnych ławeczkach w oddaleniu – bo za bardzo histeryzują i lamentują, a czasami rzucają się na stos (chociaż wdów już się nie spala razem z mężami).
Opowiedział nam też legendę wyjaśniającą obecność odcisku stóp Wisznu przy palenisku i drugą o tym, jak Parvati zgubiła kolczyk, a Śiva próbował go odnaleźć. Ale te legendy opowiem może innym razem…

IMG_6347_small

Drewno na stosy, które składowali w „naszej” uliczce, Varanasi

 

Więcej zdjęć nie wrzucam (przynajmniej na razie). Być może niektórzy w Was wiedzą, że filmowanie czy fotografowanie spalania zwłok, to w Indiach przestępstwo i podobno bardzo restrykcyjnie podchodzą do tej sprawy. Nie ryzykowałam. Także dlatego, że to dla tych ludzi bardzo osobista sprawa.

[Przeczytaj I. część tego artykułu tutaj]

🇮🇳

[jetpack_subscription_form show_subscribers_total=0 title=0 subscribe_text=”Nie chcesz przegapić kolejnego wpisu? Subskrybuj nasz blog Byłem tu. Tony Halik. przez e-mail.” subscribe_button=”Zapisz się!”]
Autor: | 2018-05-25T10:03:25+00:00 30.12.2009|Kategorie: Benares (Varanasi), Indie 2009, Indie Północne, Indie भारत, Podróże|6 komentarzy

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…