Moskwa. Szeremietiewo. Rano. Do zobaczenia w Japonii! P.S. Za wszelkie literówki z góry przepraszam, ale piszę z telefonu. —–
Z Warszawy wylecieliśmy z godzinnym opóźnieniem, ale przy naszym ponad 20h moskiewskim przystankiem na transferze, to w sumie było nam to na rękę. Kondi nawet liczył na całonocne opóźnienie z noclegiem w pobliskim hotelu. ;)
Tymczasem (godz. 23:00) jesteśmy już w Moskiwe, nawet zrobiliśmy małe zakupy, a teraz zadekowaliśmy się w Burger Kingu, bo mają tu najtańsze na lotnisku piwo (turecki Efes – 130 rubli/0,5 litra) i darmowe wi-fi. Kroszki-kartoszki na razie nigdzie nie widziałam. :/
No to do rana.
Całkiem wyspani (nocleg na alumacie, w śpiworkach w „budżetowym loundżu” niedaleko Burgera K., czyli w kawałku lotniskowej hali wyłożonej stosunkowo miękką wykładziną dywanową) wyruszyliśmy na zwiedzanie lotniska. Przeszliśmy wszystkie (stare i nowe) terminale co najmniej ze dwa razy – przez lotnisko idzie się ze dwadzieścia minut.
Przed chwilą, w ramach śniadania, spałaszowaliśmy naleśniki z ikrą i śmietaną (300 rubli) – niezłe, chociaż jadłam lepsze, za to porcje były maleńkie. W każdym razie także w tej knajpce mają darmowe wi-fi, dostępne gniazdka elektryczne i całkiem przyjemny wystrój – a la kawiarenka dla literatów i poetów (nie licząc wystawy dosyć specyficznych talerzy), zatem będziemy ją okupować chyba już do wylotu.
Asia i Kondi
Edit. Bonusowe zdjęcie z samolotu :)
[Transfer w Moskwie, w drodze do Japonii]
Podziel się tym ze znajomymi!