Tu Kielce!

Tu jesteś:Tu Kielce!
  • Rezerwat przyrody nieożywionej Kadzielnia, Kielce, 2008

Kiedy mówię ludziom, że pochodzę z Kielc (bom ja przecież ów słynny „słoik”, acz zacny, bo po słynnym na całym świecie, zwłaszcza w Ukeju, Majonezie Kieleckim), to reagują na trzy sposoby…

a) O! Scyzoryk! Masz scyzoryk?
No pewnie, że mam! Tyle, że nie noszę go przy sobie – leży grzecznie w szufladzie z kuchennymi utensyliami. Marzę o prawdziwym, szwajcarskim scyzoryku z krzyżykiem – prawie sobie taki sprawiłam na lotnisku w Zurichu, ale bałam się, że mi go potem zabiorą.

b) U was to ponoć tam w Kieleckiem zimno i wiatr… wieje*, zwłaszcza na dworcu…
Guzik z pętelką. Nie wieje, bo Kielce leżą w dolinie, otoczone (uwaga!) najstarszymi w Europie Górami Świętokrzyskimi. A wieje, to bardziej na Centralnym, w tych wszystkich korytarzach – przy czym często zawiewa wonią bezdomnych, czego na kieleckim dworcu raczej się nie uświadczy…
*) Zazwyczaj używają mniej wykwintnego słowa, ale pozwolicie, że go nie przytoczę.

c) Lubisz Koronę?
No ba! Nie dość, że lubię, to na dodatek mieszkałam przy dawnym stadione Korony (a do nowego pięknego stadionu z mojego rodzinnego domu jest jakieś 8 minut spacerem i to piękną ulicą, przy której mieszkałam). Koroneczka rulez!

No to skoro mamy już za sobą formalności, to możemy przejść do meritum – otóż, jak nie trudno się domyślić – postanowiłam odwiedzić moje rodzinne strony i spędzić tzw. ferie w pięknych Kielcach.

(Skoro jesteśmy przy feriach, to skorzystam z okazji i po raz kolejny sprostuję fałszywy pogląd, jakobym miała mieć z deafultu wolne w ferie i wakacje, bo jestem nauczycielem akademickim. Kolejny guzik z pętelką – jak każdy muszę wziąć urlop, a urlopu nie mam bynajmniej na tyle, by pokryć 3 miesiące wakacji, zimowe ferie i wszystkie przedłużone weekendy. Niestety.)

Tak w ogóle to uważam, że Kielce to jedno z najpiękniejszych miast (nota bene wojewódzkich) Polski. I wcale nie przemawia przeze mnie lokalny patriotyzm (no może odrobinę). Niesamowite jest to, że dookoła miasta i w jego obrębie (!!!) jest aż pięć rezerwatów przyrody, w tym cztery geologiczne (dwa moje ulubione to Kadzielnia – chodziliśmy tam na wagary, bo nasze liceum było tuz obok i Wietrznia – tam z kolei zbierałam z tatą, zdaje się na nielegalu, owoce dzikiej róży na swojskie wino); na wzgórzach pysznią się klasztory (np. Karczówka – gdzie mój młodszy brat brał ślub), skocznia i kilka wyciągów narciarskich, przyroda dosłownie wdziera się do miasta. Ludzie żyją sobie w luksusie bliskości lasów (mieszanych, sosnowych plus unikatowa w skali światowej puszcza jodłowa… – termin „puszcza jodłowa” wymyślił oczywiście Żeromski – jak widać, dobrze się przyjął), codziennie spacerują, biegają, nordic walking-ują, szaleją na rowerach. Sama do lasu miałam jakieś 10 minut spacerem i z koleżankami bywałyśmy tam codziennie (na nogach lub rowerach) od wczesnej wiosny po późną jesień. Na pewno było to przyczyną mojej dobrej kondycji – jeszcze w liceum biegałam na długie dystanse na zawodach (teraz niestety jestem flak!). Powiem szczerze, że chociaż jestem totalnie „miejskim zwierzęciem”, bardzo chwalę sobie mieszkanie w Śródmieściu i nie chciałabym mieszkać nigdzie indziej, niż na akademickiej Ochocie (i tak zielonej, jak na centrum), to bardzo brakuje mi prawdziwego lasu! Dlatego od dzisiaj począwszy, zamierzam codziennie odwiedzać mój las…

Tymczasem siedzę sobie w pociągu i przebieram nogami, bo nie mogę się doczekać, aż stanę na świętokrzyskiej ziemi. Wiem, że to brzmi patetycznie, ale cóż poradzę, że tak mam? Widocznie każdy urodzony na Kielecczyźnie ma w sobie coś z Żeromskiego. Co gorsze (a może lepsze?), mam wrażenie, że coraz bardziej tęsknię – odwrotnie proporcjonalnie do kwadratu (sześcianu?) odległości między mną, a Kielcami. A ponieważ już jestem całkiem blisko – widzę to po krajobrazie – to już nie mogę wytrzymać.
Wrzucam kilka zdjęć z Kadzielni, które zrobiłam w 2008 roku, a które akurat mam pod ręką, żeby Wam pokazać, do czego tak tęsknię…

SONY DSC

Rezerwat przyrody nieożywionej Kadzielnia, Kielce, 2008

SONY DSC

Droga z mojego domu na Kadzielnię (i do mojego liceum – dreptałam tą ścieżką codziennie przez 4 lata) – Kielce, 2008

SONY DSC

Rezerwat przyrody nieożywionej Kadzielnia, Kielce, 2008

SONY DSC

Rezerwat przyrody nieożywionej Kadzielnia, Kielce, 2008

 Zapraszam po więcej kieleckich widoków już niedługo…

Autor: | 2018-05-25T10:00:41+00:00 17.02.2014|Kategorie: Kielce, Polska|19 komentarzy

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…