Uwielbiam upały. Natomiast niekoniecznie lubię spędzać upalne dni w betonowym mieście. Marzy mi się leniwe popołudnie nad morzem, w cieniu palmy. Najlepiej nad Morzem Arabskim i pod palmą kokosową… Najchętniej na Goa! Niestety jesteśmy w Warszawie i jeszcze jakiś czas tak pozostanie. Ale pomarzyć i powspominać nikt nie zabroni. A żeby nieco łatwiej się wspominało, to postanowiłam przyrządzić pewien przysmak, który ma w sobie najprawdziwszą cząstkę Goa – pyszny koktajl o pięknie brzmiącej nazwie Goa Ley Moon.

Goa Ley Moon, to koktajl na bazie dwóch fenny, tj, alkoholi z jabłek nerkowca (cashew fenny) oraz ze sfermentowanego soku z łodyg palmy kokosowej (coconut fenny). Jego skład przepisałam z karty drinków w jednej z restauracji w Palolem. Oczywiście był to skład jakościowy i nie podano proporcji poszczególnych komponentów. Google też wiele nie pomógł – widocznie koktajl ten to wymysł tamtejszego barmana. Nie pozostaje nic innego, jak zoptymalizować skład ilościowy samodzielnie, w oparciu o próby organoleptyczne i nasze własne upodobania.

fenny pisałam w kontekście najlepszych indyjskich suwenirów (przypominam, że handlową nazwą cashew fenny może być „Caju Fenny”). My przywieźliśmy do Polski tylko ten z nerkowca, dlatego przepis postanowiłam zmodernizować i kokosowe fenny zastąpić rumem. Wydaje mi się, że z powodzeniem można by zastosować też Malibu.

20140207-205148.jpg

Caju Fenny z nerkowca

Goa Ley Moon with Caju Fenny and Coconut Fenny

Goa Ley Moon – składniki

  • cashew fenny
  • coconut fenny (ewentualnie Malibu lub inny rum!)
  • mleczko kokosowe (u nas raczej będzie z puszki)
  • sok ananasowy
  • słodka śmietanka (np. tak jak do kawy lub kremówka)
  • cząstka ananasa (najlepiej świeżego) do przybrania kieliszka

Przygotowanie

Przygotowanie skomplikowane nie jest: wszystkie składniki wlewamy do szejkera/miksera/blendera i po chwili mamy pyszny koktajl, który w smaku i z wyglądu troszeczkę przypomina piña coladę, ale moim zdaniem jest dużo lepszy! Na dodatek koktajl ten nie uczuli uczulonych na cytrusy (np. mnie), chociaż trzeba przyznać, że jest nieco kaloryczny. Ale który koktajl (czy choćby sam alkohol) nie jest kaloryczny?! Zachęcam zatem do wycieczki do sklepu z zagranicznymi alkoholami i…  jak to mówią Japończycy: kampai!*

A co Wy pijacie w upalne popołudnia i wieczory dla ochłody?
Pozdr. A.

———-
*) Na zdrowie! Do dna! Cheers!

Autor: | 2018-05-25T09:58:20+00:00 30.07.2014|Kategorie: Indie Południowe, Indie भारत, Palolem, Podróż kulinarna|5 komentarzy

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…