Pacchigi! Zwyciężymy!

Ostatnio w naszych rozmowach z przyjaciółmi często przewija się temat Korei. Nie wybieramy się tam (przynajmniej na razie, bo kiedyś na pewno!), ale kultura Korei nie jest nam tak zupełnie obca, w dużej mierze dzięki filmom, które na przestrzeni kilku lat oglądaliśmy w ramach FF Pięć Smaków (plus Kondi jest wielkim smakoszem koreańskiej kimchi). 

Edit 2017. W lutym tego roku odwiedziliśmy Koreę Południową, a dokładnie Seul, i jesteśmy zachwyceni tą podróżą i krajem.

Film, o którym dzisiaj opowiem, a który mi się przypomniał w kontekście Korei, to japońska produkcja pt. Pacchigi! (パッチギ!)  aka. Break Through! aka. Kiedyś wygramy! Oglądaliśmy go z Kondim w czerwcu 2013 roku w ramach inauguracji „Przeglądu Filmów Japońskich”. Przypomniał mi się dlatego, że opowiada historię miłości japońskiego chłopaka do koreańskiej dziewczyny. Film ten został obsypany nagrodami i wywołał w Japonii duże poruszenie. I chociaż przez krytyków został okrzyknięty japońską wersją „Romea i Julii”, opowiada historię dużo głębszą i dziejącą się na wielu więcej płaszczyznach, niż historyjka Shakespeare’a.

Pokaz, w którym uczestniczyliśmy był szczególny, bo z udziałem reżysera, pana Kazuyuki Izutsu. Po filmie odbyła się też sesja Q&A*. Niezapomnianym wspomnieniem będzie dla mnie to, że pan reżyser zaśpiewał dwie wersje piosenki Imujin-gawa (czyli Rzeka Imjin-gang), która stała się nie tylko tematem przewodnim filmu, ale właściwie jego samodzielnym bohaterem. Ta piosenka urzekła i mnie. Przez następny tydzień z uporem maniaka poszukiwałam jej tekstu, a następnie próbowałam go przetłumaczyć (a nie było proste tłumaczyć poezję pełną odniesień i środków artystycznych), w czym jednak musiała mi pomóc moja sensei, Ewa (エヴァ先生、どうもありがとうございました!).
Ale zacznijmy od początku.

Przegląd Filmów Japońskich 2013

Inauguracja Przeglądu Filmów Japońskich, Kino Kultura, 16.06.2013: Tomasz Raczek vs. Kazuyuki Izutsu (plus świetna pani tłumacz) po pokazie filmu Pacchigi!

Akcja filmu rozgrywa się w Kioto, w końcówce lat 60tych, kiedy USA przeżywa rewolucję pod hasłami peace and loveflower power (odniesienia do niej znajdziemy i w tym filmie – japoński hipis w łodzi: bezcenny widok!). Tymczasem w Japonii dochodzi do bijatyk na tle rasowym między Japończykami i mieszkającymi w Japonii Koreańczykami, którzy stanowili (i do dzisiaj stanowią) znaczącą, acz pogardzaną przez Japńczyków mniejszość narodową. Jednocześnie sama Korea obiecuje Koreańczykom złote góry i rzeki (w tym rzekę Imjin-gang) miodem i mlekiem płynące i wielu młodych ludzi koreańskiego pochodzenia, postanawia porzucić Japonię, by jechać do „ojczyzny”, której sami nigdy nie widzieli na oczy, a która jest dla nich niemal namacalna, bo egzystuje w ich życiu pod postacią rzewnych opowieści dziadków i rodziców.

Nasz japoński Romeo, Kosuke, w wyniku pewnych okoliczności, nota bene szalonej (latające autobusy!) bójki uczniów szkoły japońskiej i koreańskiej, został wysłany z pokojową delegacją do tej drugiej. Tam nie dość, że zobaczył piękną koreańską Julię, Ang Son, to jeszcze usłyszał, jak gra ona na flecie magiczną i hipnotyzującą melodię, która od tej chwili nie dawała mu spokoju. Melodię odnalazł w postaci bazującej na ludowej koreańskiej pieśni piosenki japońskiego artysty (Matsuyama Takeshi?) Imujin-gawa. Piosenkę tę trudno było Kosuke znaleźć, bo z racji, że (choć po japońsku) traktowała o pięknej Korei i tęsknocie za nią, została nieoficjalnie umieszczona na swego rodzaju „indeksie”. Żadna japońska radiostacja jej nie puszczała (chyba, że chciała sobie ściągnąć na głowę kłopoty).

Poniżej umieściłam tę piękną pieśń.  W jej dalszej części pojawia się solo na flecie poprzecznym (tak mniej więcej grała filmowa Ang Son). W tle video pojawiają się zdjęcia z Korei, w tym widoki rzeki Imjin-gang. Pojawiają się też słowa piosenki, mamy zatem karaoke (カラオケ) z prawdziwego zdarzenia. W  japońskiej wersji piosenki linia melodyczna została nieco zmieniona względem oryginału. Moje ulubione japońskie wykonanie (a w internecie jest ich sporo) to koncertowa wersja zespołu Folk Crusaders (フォーク・クルセイダーズ) Jest to wykonanie współczesne,     z jubileuszowej gali. Można go posłuchać tutaj: イムジン河.

Opowieść koncentruje się na tym, jak Kosuke próbuje opanować tę magiczną piosenkę. Marzy, by pokazać swojej Julii, że szanuje jej kulturę. Chłopak próbuje wejść do jej świata – świata koreańskiej mniejszości, co nie jest proste. Koreańczycy wcale nie okazali się skorzy do podejmowania prób asymilacji, bo już wycierpieli swoje od Japończyków – masę poniżeń, dyskryminacji i ataków.

W filmie dzieje się wiele: leje się krew, ktoś ginie, ktoś jest w ciąży, ktoś wyjeżdża do Korei pełen nadziei na lepsze jutro… Więcej szczegółów zdradzić nie mogę (a raczej nie chcę, bo spoilerów sama nie lubię). Natomiast zapraszam do obejrzenia trailera.

Szczerze polecam ten film, zwłaszcza „japonofilom”, którzy często bezkrytycznie wielbią Japonię i Japończyków, zapominając lub – gorzej – nie dopuszczając do siebie faktów, że Japończycy potrafią być okrutni i brutalni. Wielu ludzi pomija milczeniem okrucieństwa, którego Japończycy dopuścili się odnośnie Koreańczyków, czy choćby agresję Japonii na Singapur, czy Mandżurię.

Polecam ten film także fanom Haruki Murakamiego, bo klimat filmu przypomina nieco jego powieści, których akcja toczy się w Japonii końca lat 60tych – choćby Norwegian Wood.

—–
*) Q&A – ang. Questions & Answers – czyli pytania i odpowiedzi, popularny skrót, który zadomowił się już i w języku polskim, oznaczający dyskusję, a właściwie sesję pytań i odpowiedzi zadawanych twórcy, zazwyczaj po jakimś pokazie (np. reżyserowi, aktorom po pokazie filmu).

btth-avada-logo-text-150x150

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…