Najlepsze japońskie filmy (wybór Asi) – część 1

  • Najlepsze japońskie filmy (Tokijska opowieść, Yasujiro Ozu)

Najlepsze japońskie filmy. Tak jak obiecałam podczas ostatniego spotkania na żywo*, publikuję listę moich ulubionych japońskich filmów (nieanimowanych). Chciałam ograniczyć się do 10, ale naprawdę nie potrafię. Przywołuję zatem 12 moich ulubionych tytułów! Dzisiaj część pierwsza!

*) Tutaj obejrzysz nagranie video ze  spotkania W japońskim kinie, a tutaj wysłuchasz wersji audio.

Nie jestem w stanie zrobić listy rankingowej. Wymienione filmy cenię z bardzo różnych powodów i trudno mi jest je porównywać. Poniżej pokrótce wyjaśniam, co mnie w danym filmie zachwyciło. Chciałam je jednak ułożyć w jakimś porządku. Postanowiłam, że pojawią się w kolejności powstania. Zaczynamy zatem od Tokijskiej opowieści z 1953 roku, a kończymy na… No właśnie – dzisiaj skończymy w roku 2008. Pozostałe filmy przedstawię w drugiej części zestawienia. Oto pierwsze 6 tytułów z mojej listy ulubionych japońskich filmów!

Najlepsze japońskie filmy
– część 1

1. Tokijska opowieść

Tytuł japoński: Tōkyō monogatari (東京物語)
Reżyseria: Yasujirō Ozu
Scenariusz: Yasujirō Ozu, Kōgo Noda
Premiera japońska: 1953

Tokijska opowieść to najsłynniejszy film Yasujirō Ozu, którego – obok panów Kenji Mizoguchi i Akira Kurosawa – uznaje się za jednego z trzech najważniejszych twórców japońskiej kinematografii, i twórców kina w ogóle. Wielu Tokijską opowieść uważa za arcydzieło, które wpłynęło na twórczość kolejnych pokoleń filmowców.

Historia przedstawiona w filmie jest bardzo prosta i może właśnie przez to także aktualna. Z prowincji przyjeżdża do Tokio starsze małżeństwo. Chcą odwiedzić swoje dzieci i wnuki. Na miejscu okazuje się, że ich dzieci nie są zbyt szczęśliwe z wizyty – zbyt zajęci własnymi sprawami, nie palą się do tego, by poświęcić czas rodzicom. Najserdeczniejsza okazuje się być niedoszła synowa, która nie może się pozbierać po śmierci narzeczonego. To ona oprowadza starszych państwa po Tokio, pokazuje im atrakcje miasta, a potem nocuje starszą panią w swoim skromnym mieszkaniu. Reszta rodziny zaczyna cenić wspólne chwile dopiero w obliczu straty. Aż chce się powiedzieć – śpieszmy się kochać ludzi!

Podczas spotkania na żywo, wspominałam, że oprócz historii, która trafiła do mojego serca (sama przyjechałam do stolicy, by tu studiować i mieszkać, i – chcąc nie chcąc – oddaliłam się od rodziców i ich spraw), bardzo ciekawy był dla mnie motyw zwiedzania Tokio. To miasto jest mi bowiem bardzo bliskie. Odwiedziłam je wiele razy i przedreptałam wiele godzin jego uliczkami. Niesamowite było móc zobaczyć Tokio lat pięćdziesiątych. Tak odmienne, od tego, co znam. Takie – przytulne dzięki niskiej zabudowie, która kojarzy mi się bardziej z Kioto czy Narą. Wydaje mi się, że ten motyw „turystyczny” będzie ciekawy dla tych, którzy Japonię już odwiedzili i dla tych, którzy wyjazd dopiero planują.

Cały film można obejrzeć na YouTube, ponieważ Tokijska Opowieść nie jest już chroniona japońskim prawem autorskim.

Film Tokijska Opowieść (Tōkyō monogatari)

_

2. Lady Snowblood

Tytuł japoński: Shurayuki-hime (修羅雪姫)
Reżyseria: Toshiya Fujita
Scenariusz: Norio Osada
Premiera japońska: 1973

Śmiertelnie chora Sayo rodzi w żeńskim więzieniu córeczkę. Nadała jej imię Yuki (co po japońsku oznacza „śnieg”), ponieważ zainspirował ją do tego ośnieżony krajobraz na zewnątrz. Sayo zwierzyła się zaprzyjaźnionym więźniarkom ze swojej smutnej historii.  Zdradziła im, że Yuki jest wynikiem gwałtu, którego dokonało czterech przestępców, a którzy także zamordowali jej męża i syna. Jednego z nich udało jej się zasztyletować, ale trzech oprawców nadal nie zapłaciło za swoje zbrodnie. Sayo zaklina przyjaciółki, by doprowadziły do tego, by Yuki dokonała zemsty, kiedy dorośnie. I to stało się celem życia Yuki, która już w bardzo młodym wieku stała się mistrzynią miecza, bezwzględną zabójczynią o pseudonimie Shurayuki-hime (co po angielsku przetłumaczyli to jako Lady Snowblood).

Lady Snowblood to zdecydowanie mój ulubiony film zaliczany do tzw. kina samurajskiego. Może dlatego, że główną postacią jest wojująca, konsekwentnie dążąca do celu kobieta. Może dlatego, że główną rolę zagrała piosenkarka Meiko Kaji, która zresztą śpiewa piosenkę Shura no Hana – muzyczny motyw przewodni filmu.

Meiko Kaji: Shura no Hana (The Flower Of Carnage)

Film i muzyka Kaji zachwyciły nie tylko mnie. Przede wszystkim należ wspomnieć, że Lady Snowblood zainspirowała Quentina Tarantino do stworzenia filmu Kill Bill. Tarantino praktycznie odtworzył nie tylko kadry, ale całe sceny z filmu Fujity. Wliczając w to słynną walkę na śniegu, gdzie  główna bohaterka (Uma Thurman) walczy z O-Ren Ishii (Lucy Liu).
Ale, żeby być uczciwym trzeba dodać, że inspiracji w tym filmie było więcej…

_

3. Zwyciężymy!

Tytuł japoński: Pacchigi! (パッチギ!)
Reżyseria: Kazuyuki Izutsu
scenariusz: Daisuke Habara, Kazuyuki Izutsu (na podstawie książki Takeshi Matsuyama)
Premiera japońska: 2004

Film oglądałam na Przeglądzie Filmów Japońskich w Kino Kultura na Starym Mieście w Warszawie. Był to szczególny pokaz, bo gościł na nim sam reżyser, z którym można było potem porozmawiać. Zarówno film, jak i pan reżyse totalnie mnie zauroczyli. Także dlatego, że ważnym tematem filmu była muzyka i to, jak jedna melodia może wpłynąć na czyjeś życie.

Akcja filmu rozgrywa się w Kioto późnych latach 60-tych. Opowiada historię młodego chłopaka, który zakochuje się w dziewczynie z sąsiedniej, „wrogiej”, szkoły. Wrogiej, bo koreańskiej, dla dzieci imigrantów. Uczniowie obu szkół nieustannie prowadzą walki, które zdecydowanie wykraczają poza dziecięce utarczki. Uczniów obu szkół zdaje się dzielić mur nie do pokonania. Koreańscy imigranci nie są skorzy do asymilacji, zwłaszcza, że Japończycy nie darzą ich ani sympatią, ani szacunkiem. Wręcz przeciwnie. Aby chociaż trochę zbliżyć się do ukochanej, chłopak uczy się grać na gitarze melodię tradycyjnej koreańskiej pieśni, opowiadającej o rzecze Imjin-gang. Pieśni, która jest poniekąd na japońskim indeksie.

➡️ Przeczytaj relację z PFJ i recenzję filmu Pacchigi! (link)

Trailer filmu Zwyciężymy (Pacchigi!)

Folk Crusaders: Rzeka Imjin

W audycji na żywo wspominałam, że pan reżyser zaraził mnie zamiłowaniem do muzyki zespołu Folk Crusaders (jap. Fōku Kuruseidāzu, フォーク・クルセダーズ), których utwory stanowią rewelacyjną ścieżkę dźwiękowa tego filmu. Poniżej piosenka o rzece Imjin-gang w ich wykonaniu.

_

4. Takeshis'

Tytuł japoński: Takeshisu (タケシズ)
Reżyseria/scenariusz: Takeshi Kitano
Premiera japońska: 2005

Akcja filmu rozgrywa się na pograniczu rzeczywistości i wymyślonych wizji bohaterów – dwóch mężczyzn, praktycznie sobowtórów (obie role gra Takeshi Kitano), którzy nie dość, że podobnie wyglądają, to noszą też podobne nazwiska. Jeden z nich jest mega gwiazdą kina mafijnego, drugi pracuje w kombini, ale także marzy o tym, by zostać aktorem.W pewnym momencie ich losy zaczynają się mieszać…

W audycji na żywo wspominałam, że film ten spodobał mi się nie tylko z uwagi na niesamowity scenariusz i grę Kitano, mojego ulubionego współczesnego japońskiego aktora i reżysera. Bardzo podobały mi się fragmenty dotyczące życia tego drugiego bohatera – jego skromne mieszkanie i elementy codziennej egzystencji. Kiedy oglądałam film, byłam świeżo po lekturze książki Marcina Bruczkowskiego, pt. Bezsenność w Tokio, który opisywał właśnie takie smaczki. A w kinie zobaczyłam je takimi, jakie rzeczywiście są. Bardzo polecam i film Kitano i książkę Bruczkowskiego.

Trailer filmu Takeshis'

_

5. Okulary

Tytuł japoński: Megane (めがね)
Reżyseria/scenariusz: Naoko Ogigami
Premiera japońska: 2007

Okulary to zdecydowanie jeden z moich ulubionych filmów. Zauroczył mnie jego nieco oniryczny klimat, spokojna (wręcz kojąca) muzyka, dyskretne żarty, niedopowiedzenia. A jednocześnie film zawiera jasne przesłanie – to krytyka współczesnego, egoistycznego, a w konsekwencji samotnego stylu życia. Jest ti pierwszy film w reżyserii Naoko Ogigami, który obejrzałam, ale pani reżyser od razu zyskała we mnie wierną fankę.

Znerwicowana i wyraźnie zmęczona pracą i intensywnym miejskim życiem Taeko postanawia spędzić urlop na mało-turystycznej wyspie, w skromnym ryokanie przy plaży (jak się potem okazuje – bez zasięgu!). Chociaż Taeko nie zamierzała z nikim wchodzić w bliższe relacje, powoli zaprzyjaźnia się z ekscentrycznymi mieszkańcami wyspy. Pierwsza rękę wyciąga do niej pani Sakura, energiczna staruszka, która sezonowo prowadzi przy plaży stoisko z sorbetami kakigōri (kruszony lód z syropem), a rankiem prowadzi bardzo nietypową gimnastykę…

Trailer filmu Okulary (Megane)

6. Pożegnania

Tytuł japoński: Okuribito (おくりびと)
Reżyseria: Yōjirō Takita
Scenariusz: Kundō Koyama
Premiera japońska: 2008

Pożegnania to piękna opowieść o… życiu. I o tym, że może się potoczyć nie tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. To historia wrażliwego muzyka, wirtuoza wiolonczeli, który traci pracę w orkiestrze symfonicznej. Kiepska sytuacja materialna sprawia, że wraz z żoną postanawiają zamieszkać w jego domu rodzinnym, w prowincjonalnym miasteczku, by tam spróbować szczęścia. Po bezskutecznych próbach znalezienia pracy, zdesperowany muzyk odpowiada na enigmatyczne ogłoszenie zatytułowane „Okuribito” (dosłownie „odloty”) w nadziei na pracę w agencji turystycznej. Ale, jak napisałam na początku: życie potrafi zaskakiwać. Zobaczcie sami – trailer już nieco zdradza.

Film ten nagrodzono Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, a wcześniej wręcz obsypano go nagrodami (10 nagród i 3 nominacje Japońskiej Akademii Filmowej). Bardzo polecam. Zwłaszcza tym, którzy są wrażliwi na muzykę.

Trailer filmu Pożegnania

c.d.n.

➡️ Druga część zestawienia znajduje się tutaj: Najlepsze japońskie filmy (wybór Asi) – część 2

 

Zapisz się na „Rzeczy Do Japonii”

Chcesz więcej? Zapisz się na listę osób, którym wysyłamy dodatkowe materiały przydatne podczas podróży do Japonii a także przypomnienia o kolejnych spotkaniach na żywo [zapisz się na listę (link)] i polub nas na Facebooku.


O autorze:

Pracuje na Politechnice Warszawskiej jako adiunkt. W wolnym czasie bloguje o podróżach i gotowaniu; z uporem maniaka uczy się japońskiego i chińskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…