Na tuńczyka o świcie, czyli Tsukiji (Targ rybny Tsukiji w Tokio)

Tu jesteś:, Japonia 日本, Kuchnia japońska, Podróż kulinarna, Podróże, Tokio 東京Na tuńczyka o świcie, czyli Tsukiji (Targ rybny Tsukiji w Tokio)

Największy targ rybny świata, niesamowita, sławna już, aukcja tuńczyków i zdecydowanie najlepsze sushi, jakie w życiu jedliśmy! Wizyta na tokijskim targu rybnym w Tsukiji (Tsukiji-shijō – 築地市場), to jedno z naszych najciekawszych doświadczeń z Japonii. Biorąc pod uwagę, ile niesamowitych rzeczy tam widzieliśmy, musieliśmy stworzyć oddzielną galerię poświęconą Tsukiji. Tymczasem zapraszamy na naszą małą relację z tego niesamowitego miejsca i z aukcji!

Targ rybny Tsukiji w Tokio

Uwielbiamy targi i bazary – zwłaszcza te z jedzeniem! Są cudownie kolorowe, żywe, wibrują energią i pokazują, co tak naprawdę ląduje na naszych talerzach. Czasami rzeczywistość znacznie przerasta nasze wyobrażenie o składnikach. A mnogość gatunków, odmian i rodzai przyprawiają o ból głowy. Jak dotąd najciekawsze dla nas okazały się targi i bazary w Azji – w Szanghaju, w Bangalurze, w Katmandu, świetny miejski targ w Kyoto, czy zastawiona straganami uliczka w starej części Delhi – Chandni Chowk. Niektóre europejskie targi też są fantastyczne. Bardzo nam się podobały np. hiszpańskie hale targowe z pięknymi mozaikami na posadzkach; ciekawy zadaszony targ widzieliśmy też w Chanii, na Krecie. Ale obawiam się, że nic już nie przebije targu rybnego w Tsukiji!

Zadaję kłam wielu mądralom, wielkim znawcom japońskiej kultury, Tokio i Japonii w ogóle, twierdzącym, że nie ma sensu wstawać w środku nocy, by o czwartej rano zostać wpuszczonym na wewnętrzny teren targu w celu obserwowania aukcji tuńczyków. I że to żadna atrakcja. Zazwyczaj takie opinie rozpowszechniają ci, co na aukcji nie byli, którzy w imię zasady „nie znam się, to się wypowiem” deprecjonują to fantastyczne doświadczenie. Czemu to robią? Zwłaszcza ci, którzy kreują się na wielkich miłośników sushi i japońskiej kuchni?!

Mam na to kilka wyjaśnień: (1) lenistwo, do którego niektórzy jawnie się przyznają – nie chciało im się wstać tak wcześnie i olali sprawę, (2) nigdy nie słyszeli o tym targu – jeśli tak, to gratuluję, bo chyba w każdym filmie poświęconym Tokio o nim trąbią – zaraz po historyjce o piesku Hachikō z Shibuya, przed relacją ze wspinaczki na Fuji, (3) pewna doza ignorancji: po co oglądać te ryby, które są interesujące dopiero na talerzu (ha ha ha!)… Albo gorzej: (4) w sumie to nie lubią sushi, ale głupio im się do tego przyznać, bo przecież sushi jest japońskie i jak się już tu przyjechało, to by wypadało lubić… Takich (nielubiących) tym bardziej namawiam na wizytę w Tsukiji, bo może do tej pory trafiali na kiepskie sushi i się zwyczajnie zniechęcili… (5) Przeczytali w internecie, że to nic takiego i dalej szerzą tę cudzą opinię… (6) Nie chciało im się iść, i żeby tę wtopę ukryć, dorabiają sobie do tego ideologię – np. krzyczą, że tam to ciężko pracują ludzie i im się nie powinno przeszkadzać w tej pracy, poza tym (podobno) pracownicy targu nie życzą nas tam sobie, a nawet przeganiają nas brzydko! Okej… Może jeszcze kijem? Albo harpunem (w końcu mają tam ryby…)? I wyzywając nas od baka no gaijin*? :)
Jeśli, JEŚLI (!!!) kogoś (jakiegoś gajdzina) tak potraktowano, to nie chcę wiedzieć, co taki delikwent tam wyprawiał… I pewnie mu się należało!

My po wizycie na Tsukiji mamy zupełnie odmienne wrażenia. Ale może zacznę od początku, bo tytułem wstępu za bardzo się rozgadałam nie do końca na temat… ;)

1. Targ rybny Tsukiji – wstęp na teren aukcji tuńczyków

Wpuszczają tylko 120 gości dziennie – w dwóch turach, po 60 osób (targ nie działa w niedziele i święta narodowe oraz drugą/czwartą środę miesiąca). Kiedy pojawiliśmy się przed odpowiednią bramą (chodzi o bramę od ulicy Harumi-dōri, biegnącej od mostu – bardzo ładnego zresztą, nie o którąś z bram wja/wyjazdowych dla ciężarówek) na pół godziny przed wskazanym czasem (byliśmy tam koło 3:30), to byliśmy przedostatni z pierwszej grupy. Jeśli grupa uzbiera się cała, to nie ma bata, żeby ktoś więcej się wkręcił. Japończycy to mega służbiści, japońskie regulaminy i procedury nie są po to, by je łamać, ale po to, by ich przestrzegać. Warto od razu się z tym pogodzić, chociaż to się w pewnym stopniu kłóci z naszą polską mentalnością. Poza tym mają tylko tyle fluorescencyjno-żółto-zielonych kamizelek dla gości. Kamizelki dostajemy razem z mapką targu (o fantastycznym wachlarzowym kształcie) i całego kompleksu oraz informacjami o tym, jak to ryby są dobre dla zdrowia. Okazuje się, że Japończycy mają zupełnie inną piramidę żywieniową, niż my, w Europie! :)

Żeby nam się nie nudziło, zanim nadejdzie czas wymarszu na teren targu, do centrum wydarzeń, czyli miejsca aukcji tuńczyków, zostaje nam puszczony film pokazowy o Tsukiji. Nie jest też nietaktem usiąść na podłodze (chociaż niektórzy się wstydzą, więc tylko ziewają).

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Kamizelki, żeby wszyscy widzieli, że „wchodzimy na statek służbowo”!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Ja ostro studiuję plan targu, ale niektórzy jeszcze dosypiają… Nic dziwnego, jest jeszcze przed świtem!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō – 築地市場) – pamiątkowa mapa, dokładnie ta co na zdjęciu wyżej

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) japońska piramida żywieniowa

Japońska piramida żywieniowa (a raczej stożek, do tego odwrócony) – ryby stanowią tutaj bardzo ważny element!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Maszerujemy przez doki i wewnętrzny teren targu! Służbowo!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Człowiekom nie wolno, ale czy już mówiłam, że my tu służbowo?

Na teren targu wchodzimy pod eskortą, przejście do hali z tuńczykami jest dosyć niebezpieczne – lawirujemy między kontenerami, ciężarówkami, przyczepami i dziwnymi pojazdami „mighty car”, występującymi tylko tutaj, o wyglądzie a la motoriksze skrzyżowane z wózkiem widłowym i segwayem – ze zbiornikiem na paliwo i silnikiem (wielką butlą) z przodu. Jest bardzo ruchliwie, nikt nie zwalnia, żeby nas przepuścić, oślepiają nas reflektory, bo jeszcze jest ciemno. Czujemy się, jak przedszkolaki na wycieczce do cyrku – jesteśmy nie mniej podekscytowani. Wszyscy mamy wypieki na twarzy, bo za chwilę dostąpimy fantastycznego i ekskluzywnego zaszczytu obserwowania setek ryb, każda warta od kilkuset do kilku tysięcy dolarów. Bo dzienny obrót targu ocenia się na 28 milionów dolców!

2.  Targ rybny Tsukiji – Aukcja tuńczyków

W niczym nie przypomina, tego, co znamy (choćby z telewizji), czyli grzecznego składania ofert przez podniesienie numerka. Nie przypomina nawet mniej oficjalnych aukcji opuszczonych storage’owych składów, które ostatnio są hitem wśród programów a la reality show na Discovery.
Aukcje są błyskawiczne, bo trzeba zlicytować całą masę ryb. Właściwie nie wiadomo, kiedy kończą licytować jedną rybę, a kiedy kolejną. Trudno z nich też coś zrozumieć – nie dość, że licytują po japońsku, to prowadzący jeszcze wyśpiewuje, a właściwie wystrzeliwuje z siebie z prędkością karabinu serię jakichś ważnych informacji o kolejnych rybach.
Oczywiście, zanim ktoś postanowi, w imieniu swoim lub klienta, zainwestować kilkaset dolarów lub kilkadziesiąt tysięcy jenów w daną rybę, to może ją najpierw obejrzeć. Ryby – zamrożone na kamień, przerzucane z samochodów na podłogę ręcznymi hakami – leżą sobie w rzędach na betonie, każda zostaje opisana czerwoną farbą, a z ogona wycinane są plastry mięsa, które licytujący oglądają, macają, prześwietlają latarką… Pełna profeska!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Zanim zdecydujemy się na jakąś rybę, warto zajrzeć do jej środka – np. obejrzeć plastry mięsa wycięte z jej ogona

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Wspaniały tuńczyk – pychota, oishii!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Mięso tuńczyków trzeba bardzo dokładnie zbadać, zanim się zalicytuje!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Aukcja tuńczyków – oględziny ryb przed licytacją!

 

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Stary, widziałeś? Nie ma ani grama tłuszczu! Takiego chudzielca to co najwyżej do Polski można wysłać! Ha ha ha!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Oczywiście same wielkie tuńczyki też można pooglądać (i pomacać)!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

02tunatrial03

A co to za maluszek? Bejbi-maguro?

02tunatrial18

Nie jest źle… Tłuszczyk ładny, mięsko kruche…

02tunatrial21

03tunaauction01

Czas zaczynać! Trzeba się trzymać rozkładu i regulaminu!

03tunaauction05

Dobra, panowie, obstawiamy! Nie mamy całego dnia!

03tunaauction10

ok, ryba numer tysiąc pięćset sto dziewięćset! Cena wywoławcza: 4 tysiące dolarów!

03tunaauction12

Raz, dwa, trzy… Cholera, nie mam tyle! :/

04tunahall17

Dobra, tego już zabieramy…

03tunaauction16

To będzie w sumie 15 manów jenów… Idź pan, zapłać tam, w kasie…

      03tunaauction17

04tunahall07

04tunahall10

04tunahall11

04tunahall22

04tunahall31

Tsukiji IMG_7278 2 A

Tsukiji IMG_7282 A

Kondi wielce zadowolony po aukcji (chociaż sam nic nie kupił)!

 

3. Boczny bazarek targu Tsukiji i najświeższe sushi świata

Po aukcji tuńczyków, która odbywa się o świcie jest czas na chwilę odpoczynku – zanim zostaniemy dopuszczeni na wewnętrzny targ  z pozostałymi rybkami i szeroko rozumianymi owocami morza, gdzie odbywa się głównie handel hurtowy.

Ten czas warto spędzić na malutkim bocznym „detalicznym” bazarku w pawilonach – można tam pooglądać, a może nawet kupić, różne ciekawe rzeczy, które bezpośrednio lub pośrednio są powiązane ze zjadaniem rybek: śliczne porcelanowe naczynia do serwowania – talerzyki, miseczki na zupy (do popijania), na sos sojowy, podstawki pod pałeczki, wspaniałe japońskie noże o ostrzach z kilkuset czy kilku tysięcy warstw stali, bambusowe łyżki, beczki na ryż, wreszcie dziwne metalowe przyrządy niewiadomego przeznaczenia.

Żeby tam się dostać, znowu musimy przeciskać się przez cały targ, między pakami, samochodami i tymi dziwnymi pojazdami…

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場) Aukcja tuńczyków

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Boczny bazarek to cztery alejki podzielone tematycznie

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Jedna alejka to warzywa (nie samą rybą żyje człowiek)

Tsukiji ginger IMG_7314 A

Gdyby się ktoś zastanawiał, co to za szczypior, to są to młode pędy imbiru!

Tsukiji wasabi IMG_7293 A

A tak wygląda korzeń chrzanu wasabi (i ogórki – zwane tutaj kyūri)

06soround14

Wg opisu jest to nic innego, jak „umochira”… cokolwiek by to nie było… (a pudełko jest z Fukuoki – dotrzemy tam!)

Tsukiji okashii IMG_7299 A

Te cudeńka są zrobione z ryżu – który, tak jak w przypadku omochi, został ubity na masę o konsystencji modeliny

Tsukiji IMG_7305 A

Szkliwiona ceramika

06soround30

Haki do obracania tuńczyków (takie mieli na aukcji)

06soround29

Super noże – każdy to kilkaset do kilku tysięcy warstw stali skutych razem

Tsukiji noże IMG_7327 A

Te tutaj, to – sądząc po cenie, tj. 10 tys jenów, czyli ok. 400 zł za sztukę – zwykłe kuchenne noże dla gospodyń (mam podobny!), ale są i takie za kilka tysięcy złotych – dla sushi-majstrów

06soround32

Co to za chochlo-podobne coś? Może do mieszania ryżu… Nie mam pojęcia… (update. Kondi mnie uświadomił, że to są trzonki od haków do tuńczyków)

06soround26

Knajpka, cała ozdobiona rysunkami rybek…

06soround16

Biorę duży zestaw! Za 3/4 mana jenów!

O samym sushi z Tsukiji – jako że należy mu się szczególna uwaga – napiszemy oddzielny post. Nie przegapcie go!
Edit. post o sushi <- zapraszamy!

4. Targ rybny Tsukiji – hala targowa

Po posileniu się (rozanieleni niebiańskim smakiem) i małych ceramicznych zakupach udaliśmy się w końcu do hali, w której handluje się rybami i owocami morza na wieeeeeeeeeeelką skalę! Naprawdę widzieliśmy tam cuda. Na dodatek spotkaliśmy dwóch sumoków, którzy przyszli na zakupy – zapasy dla koleżków z ich stajni sumo. Ośmieliłam się zapytać o wspólny shashin, czyli zdjęcie. Powiem szczerze, że się nie spodziewałam, że się zgodzą, ale w końcu dla nich gajdzin, co gada po ludzku, czyli japońsku i to w środku targowiska z ośmiornicami, to wcale nie mniejsza atrakcja, niż dla nas najprawdziwszy zawodnicy sumo. I wydaje mi się, że jednego z nich potem widziałam w terebi (telewizorze), bo akurat się zaczynały mistrzostwa sumo.
No to jedziemy!

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Homar, czyli „robusutā”

Targ rybny Tsukiji w Tokio (Tsukiji-shijō - 築地市場)

Homar, czyli „robusutā” z bliska

Tsukiji IMG_7343 A

Małże, czyli „nimaigai”

Tsukiji IMG_7350 A

Ikra… W sam raz do gunkan maków :)

Tsukiji IMG_7345 A

Wspaniałe małże

Tsukiji IMG_7351 A

Małże, aby były świeżutkie, trzymane są na lodzie

Tsukiji IMG_7363 A

Krewetki, czyli „ebi”

Tsukiji IMG_7366 A

Kałamarnice w swoim atramencie

05bazaar01

Idealny zestaw na obiad: krab, czyli „kani” (chociaż nie wiem, czy ten ogólny termin dotyczy także tego gatunku) oraz węgorz, czyli „unagi” albo „anago” (zależnie, czy jest słodkowodny, czy słonowodny – a nie umiem ocenić)

Tsukiji IMG_7347 A

Trochę inne kraby

05bazaar04

Ryby czy skorupiaki? (btw, ryba to „sakana” a skorupiaki „kai”)

05bazaar05

Tsukiji IMG_7340 A

05bazaar07

05bazaar09

Kalmary, czyli „ika”

Tsukiji IMG_7349 A

Kalmary z bliska (mniam!)

05bazaar11

05bazaar16

Tuńczyka kroimy, zanim go rozmrozimy! Tego pokrojono równiutko, przez kręgosłup!

05bazaar06

Tuńczyk, czyli „maguro” (już rozmrożony i gotowy do jedzenia)

05bazaar14

A tu takie reszteczki – czyli koci raj! :P

05bazaar20

Witrynka, jak u Tiffany’ego! Oczywiście głównym klejnotem jest tłusty tuńczyk!

05bazaar21

05bazaar26

05bazaar33

05bazaar22

05bazaar23

Ośmiornica, czyli „tako”

05bazaar24

A to różne takie marynowane pikle

Tsukiji IMG_7373 A

I coś, co uwielbiamy – to nie makaron, ale pikantne wodorosty z sezamem – identyczną sałatką zajadaliśmy się na śniadanie w Chinach

05bazaar28

Stara tablica i nowoczesne chłodnie – cała Japonia

05bazaar30

05bazaar31

Nie ma jak magazyn na pięterku!

05bazaar35

Ten już chyba wszystko sprzedał!

05bazaar36

Podobną wagę miał mój dziadek – używał jej, kiedy sprawiał świniaka :)

06soround37

A tak tu elegancko pakują…

05bazaar37

Z panami zawodnikami sumo :)

05bazaar38

Tsukiji wachlarz IMG_7383 A

Teraz widać, że targ ma rzut wachlarza

06soround01

I fajrant na dymka!

I jeszcze kilka fajnych kadrów Kondiego z terenów Tsukiji. Bo trudno się powstrzymać i się nie podzielić!

06soround21

Brum, brum, bruuuuuuum! Piiii bip!

06soround34

Dzyń, dzyń… Może i są miliony rowerów w Beijin, ale w Tokio też ich sporo!

06soround38

Na polskich wsiach na podobnym wózku wożą z pola truskawki :D

06soround40

Wózkownia :D

06soround41

Prawie, jak w Radżastanie :)

06soround42

A tak jedzą poza Tsukiji – w ulicznych i przyulicznych (otwartych na ulicę) knajpkach zjemy posiłek tak z 10x tańszy niż ten, który zafundowaliśmy sobie na śniadanie!

06soround17

06soround45

06soround46

06soround47

A tu taki bonus opracowany przez Kondiego:

5. Porady dla odwiedzających targ rybny Tsukiji w Tokio

  • Uważaj na pojazdy – większość kierujących jest wyrozumiała, ale oni pracują i często im się spieszy, więc dobrze jest zejść im szybko z drogi.
  • Generalnie nie ma problemów z fotografowaniem, o ile nie używasz lampy błyskowej – jeśli nie jesteś w stanie wyłączyć trybu automatycznego, spodziewaj się, że zostaniesz szybko wyproszony/a – aukcja odbywa się bladym świtem, pomieszczenia są słabo oświetlone, więc automat na pewno „wystrzeli”, a zdarzały się już sytuacje, że oślepiony flashem uczestnik nie zdążył przez to zalicytować.
  • Nie wstrzymuj ruchu – jeśli coś oglądasz lub fotografujesz/filmujesz, to upewnij się, że nie stoisz na środku szlaku komunikacyjnego lub w obrębie czyjegoś stoiska lub miejsca pracy – w przeciwnym wypadku możesz zostać uznany/a za persona non grata.
  • Nie zabieraj ze sobą dużo bagażu/sprzętu (duże plecaki, torby foto/video, statywy, siatki w rękach) – ścieżki pomiędzy straganami są często wąskie, a ruch i pośpiech duży, nie bądź więc zawalidrogą, a przy okazji sam/a sobie wyświadcz przysługę, żeby nie ruszać się jak słoń w składzie porcelany (zwłaszcza w tych sklepikach z porcelaną).
  • Jeśli odwiedzacie targ w dużej grupie, nie wchodźcie do hal wszyscy na raz – grupka 3-4 osób będzie optymalna i nie będzie przeszkadzać pracującym tam ludziom w ich obowiązkach.
  • Targ jest miejscem, gdzie się ciężko pracuje: jest tam dużo lodu, wody i odpadków – nie jest tam brudno, ale może panować nieporządek – załóż na siebie ubrania, których ci nie szkoda i które w razie czego można uprać, załóż wodoodporne buty (o ile masz takie), a przynajmniej takie które mają porządną podeszwę (czyli jeśli sandały to tylko trekingowe i takie, których ci nie szkoda) – bywa ekstremalnie ślisko (i bryzga krew)!
  • Nie dotykaj niczego, czego nie masz zamiaru kupować (w sumie dotyczy nie tylko tego targowiska).
  • Nie próbuj niczego z otwartych lad i pojemników, o ile nie zostaniesz do tego zaproszony/a.
  • Nie przychodź z dziećmi – dużo tu niebezpiecznych ostrych krawędzi, śliskich podłóg, wózków widłowych oraz spalinowych wózków dostawczych oraz zgiełku i chaosu tysiąca pracujących tu ludzi (chociaż patrząc po pierwszym zdjęciu, nie wszyscy się tym przejmują).
  • Wewnętrzny targ nie jest przeznaczony do handlu detalicznego i nie możesz tam niczego kupić nawet jeśli byś chciał/a, nie jest dozwolone też targowanie się – możesz kupować na zewnętrznym targu, jednak tutaj też raczej nie próbuj zbijać ceny, bo nie jest to powszechna praktyka (sprzedający co najwyżej zaokrągli cenę dla wygody).
  • Przeczytaj darmowy poradnik dla odwiedzających z książki o Tsukiji T.C. Bestora – to z niej zaczerpnęliśmy powyższe porady.

Filmy, w których pojawia się motyw Tsukiji:
Jiro śni o sushi – rewelacyjny dokument o słynnym mistrzu sushi, który oglądaliśmy w ramach Filmowego Festiwalu Pięciu Smaków. Można go w kawałkach obejrzeć na yt.
Wspomniany już w kontekście rabu hoteru (love hotel) film Mapa dźwięków Tokyo – główna bohaterka pracuje na targu – pokazano m.in., jak przerzucała owe tuńczyki.

Dokumenty: Full Moon Lunch (1974), Fish is our Life! (1994), Giant Blufin Tuna (NG, 2001).

Książki:
Tsukiji: The Fish Market at the Center of the World (Theodore C. Bestor) – biblia o historii, ekonomii i socjologii jednego z najsłynniejszych targów świata – tradycyjnie na Amazon można sobie za friko przeczytać kawałek książki: przedmowę, pierwsze wrażenia autora oraz poradnik praktyczny dla odwiedzających. Niestety nie ma wersji na Kindle. :/ EDIT (2016): Jest wersja Kindle!

UWAGA: Więcej zdjęć znajdziesz w galerii Tsukiji (by Kondi)

———-
*) jap. „niemądry obcokrajowiec!”

🍣🍣🍣

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…

73 komentarze

  1. Mama Kubusia 20 kwietnia 2014 w 23:05- Odpowiedz

    Tuńczyka, zarówno jak i reszty ryb co prawda nie znoszę, ale pozytywnie zazdroszczę pobytu w Japonii. :)

    • Joanna Julia 20 kwietnia 2014 w 23:15- Odpowiedz

      Ja kiedyś też nie lubiłam ryb, ale to dawno i nieprawda (chociaż smażonego karpia w Wigilię dalej nie ruszam)!
      Pozdrawiam!

      • Mama Kubusia 20 kwietnia 2014 w 23:22- Odpowiedz

        U mnie opcja taka, że mój tata jest rybakiem, więc ryby mam w domu od zawsze. Jako dziecko jadałam je (chcąc, czy nie chcąc…) pod różnymi postaciami i po prostu mi zbrzydły… Jedynym co teraz ruszę są smażone kotlety z dorsza (te, robione jak zwykłe mielone), lub ewentualnie koreczki w oleju po giżycku, kaszubsku, czy tam piracku- w sklepie do kupienia. :)

    • kondi 20 kwietnia 2014 w 23:28- Odpowiedz

      nie każdy tuńczyk to tuńczyk, dla kogoś kto mieszka w polsce to może nie być oczywiste :)

      • Joanna Julia 21 kwietnia 2014 w 00:15- Odpowiedz

        Dobre!
        Ale myślę, że Pani Mama Kubusia widziała żywe rybie mięso, skoro jej tata jest rybakiem :)

        • kondi 21 kwietnia 2014 w 00:18- Odpowiedz

          jestem w stanie sobie wyobrazić, że można całe życie jeść słabe ryby. warto się czasami przełamać i spróbować czegoś nowego, tymbardziej kiedy inni chwalą. poza tym:

  2. Paola 21 kwietnia 2014 w 00:35- Odpowiedz

    Interesting post!!!
    Happy Easter darling!!!!

    • Joanna Julia 21 kwietnia 2014 w 13:58- Odpowiedz

      Thank you Paola! And have a great Easter, too!

  3. pioter 21 kwietnia 2014 w 19:41- Odpowiedz

    @Joanna Julia
    Podoba mi się podejście. Też wolę wszystko zobaczyć od kuchni, popytać, poobserwować, nawet jeśli wymaga to wstawania w środku nocy! I fajnie, że dajesz praktyczne porady, choć pewnie akurat w tym wypadku nie będzie mi dane z nich skorzystać, bo ten targ to jednak daleko od domu :-)

    • Joanna Julia 21 kwietnia 2014 w 22:35- Odpowiedz

      Nigdy nie wiadomo, gdzie życia nas zaprowadzi!
      Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa. Pozdrawiam!

  4. Jagoda 21 kwietnia 2014 w 23:41- Odpowiedz

    Czy spotkaliście w Japonii ,,rybę po polsku” czyli w tartej bułce i ociekającą tłuszczem?

    • Joanna Julia 21 kwietnia 2014 w 23:48- Odpowiedz

      Nie, ale jedliśmy „rybę po japońsku” panierowaną w mące przemieszanej z kruszonym z lodem lub lodowatą wodą – w tzw. tempurze. I nie ociekała tłuszczem, bo się ją odsącza na specjalnej bambusowej kratce. :)

      • kondi 21 kwietnia 2014 w 23:55- Odpowiedz

        w tempurze to chyba po portugalsku :b

        • Joanna Julia 23 kwietnia 2014 w 09:41- Odpowiedz

          Mądrala :)
          A ową tempurę (m.in. krewetki w tempurze) można zobaczyć na 3. zdjęciu od końca.

  5. Wieczna Tułaczka 22 kwietnia 2014 w 10:02- Odpowiedz

    Świetny wpis, co tu dużo gadać :) Do Japonii się nie wybieram (póki co ;) ) ale i tak pochłonęłam jak młody pelikan :D

    • Joanna Julia 22 kwietnia 2014 w 11:51- Odpowiedz

      Mam nadzieję, że smakowało!

  6. Mateusz Stachniuk 22 kwietnia 2014 w 13:23- Odpowiedz

    Zjadlbym dobra rybe, W Krakowie jest jeden dobry sushi bar, Ceviche w ameryce poludniowej i pyszne rybki w Marokko, Japonii na mojej liscie brakuje:)
    Rybka na Wielkanoc:)!

    • Joanna Julia 22 kwietnia 2014 w 15:12- Odpowiedz

      A gdzie w Krakowie? Dobrze by było mieć sprawdzone miejsce.

      • Mateusz Stachniuk 22 kwietnia 2014 w 19:21- Odpowiedz

        Na zwierzynieckiej, numerka nie pamietam:)

  7. Izabela 22 kwietnia 2014 w 19:29- Odpowiedz

    Ostry wstęp. :) Należę do tych osób, które wstały o świcie a aukcji nie widziały. Nawet nie wiedziałam, że można ją oglądać – słyszałam tylko o targu. I to min. mnie nie wpuszczono, strażnik upierał się i pozwolił nam wejść jakieś 30 min. przed zamknięciem. Przed wyjazdem nie trafiłam na takie informacje jak u Was – szkoda, ale za lenia się nie uważam. :) Podziwiam chęć dogłębnego poznania odwiedzanych miejsc. Dla mnie pięciodniowy wyjazd to luksus, raczej coś „liznę” niż prawdziwie poznam, ale jak się nie ma co się lubi, to… :) Życzę nieustającego zapału i wielu podróży. Boskie zdjęcia!

    • kondi 22 kwietnia 2014 w 19:38- Odpowiedz

      chodziło raczej o tych, co nie byli, a na forach/fejsie się wypowiadają, że to bez sensu… my też wielu rzeczy, które sobie zaplanowaliśmy nie zrobiliśmy – a to brak czasu, a to zła aura (np. tsunami i ulewy nam pokrzyżowało trochę plany w kishiwada i na gunkanjimie). zawsze wtedy mówimy, że trzeba sobie coś zostawić na następny raz :)

      dzięki za dobre słowo odnośnie fotek, coś tam staramy się zawsze wybrać fajnego, jest z tym bardzo dużo roboty przy selekcji i późniejszych korektach, więc miło wiedzieć, że się podobają… będzie motywacja, jak znalazł, jak trzeba będzie znów przepalić 20h i „wywołać” coś do kolejnego artykułu.

      ps. dodałem sobie do czytelni twojego bloga, miło wrócić do tych samych miejsc, widzianych z innej perspektywy.

      • Izabela 22 kwietnia 2014 w 20:47- Odpowiedz

        spoko – mam dystans :) i z całym szacunkiem dla siebie samej ;) do pięt Wam nie sięgam. Lubię dobry tekst i dlatego tu jestem, a zdjęcia… no co będę kadzić :)

  8. Angua 23 kwietnia 2014 w 15:05- Odpowiedz

    Fantastyczna relacja, prawie poczułam smak tego sushi. Świeżutka dobra ryba, czy to z targu, czy wytargana z rzeki to najlepsza rzecz pod słońcem, no jedna z najlepszych :)

    • Joanna Julia 23 kwietnia 2014 w 16:51- Odpowiedz

      Dzięki! I zgadzam się – że to jedna z najlepszych rzeczy na świecie :)

  9. Asia 23 kwietnia 2014 w 21:42- Odpowiedz

    wspaniały wpis, strasznie zazdroszcze że ja raczej nigdy tego na własne oczy nie zobaczę :/

    • Joanna Julia 23 kwietnia 2014 w 21:58- Odpowiedz

      Nigdy nie mów nigdy. Skąd wiesz, że Misiol nie zostanie np. ambasadorem Polski w Japonii? :)

  10. Galeria: Tsukiji (by Kondi) | Byłem Tu. Tony Halik. 23 kwietnia 2014 w 22:10- Odpowiedz

    […] 2012). Wpis stanowiący, komentarz do tej galerii można przeczytać w oddzielnym poście Na tuńczyka o świcie, czyli Tsukiji. […]

  11. MadameWu 27 kwietnia 2014 w 00:05- Odpowiedz

    nóż przywieźliście z Japonii czy gdzie u nas kupiony? albo „gdzieś”? ;)

    A ja nie byłam na targu i nie ukrywam, że nie byłam przez Lubego, bo nie chciało mu się wstać. ;) Taki z niego tubylec. :) Ale będę. To pewne, że będę. :)

    • Joanna Julia 27 kwietnia 2014 w 00:21- Odpowiedz

      Nóż kupiłam przez Allegro, za ok 200 zł, zatem pewnie gorszy, niż ten na targu, ale i tak jest genialny!

      • MadameWu 27 kwietnia 2014 w 18:01- Odpowiedz

        planuję taki nóż też ;D

  12. Wirginia 6 lipca 2014 w 17:33- Odpowiedz

    Tak, jest taki… bogaty, klimatyczny, no i ten świetny wstęp :)
    Pozdrawiam.

    • Asia 7 lipca 2014 w 00:45- Odpowiedz

      My również pozdrawiamy!

  13. ...SZKATUŁKA... 14 lipca 2014 w 14:47- Odpowiedz

    Ja rzadko jadam ryby,nie jestem ich dużą fanką…

    • Asia 14 lipca 2014 w 15:52- Odpowiedz

      Długo miałam tak samo. Jakieś 10 lat nie ruszałam ryb. W sumie takich smażonych „po polsku” w panierce z buły dalej nie poważam. Ale jak są świeżutkie i dobrze zrobione, to niebo w gębie! Pozdrawiam!

  14. Japoński tradycyjny posiłek #1 | Byłem Tu. Tony Halik. 22 lipca 2014 w 16:41- Odpowiedz

    […] smaków. A takie młodziutkie pędy imbiru widzieliśmy „na surowo” na targu Tsukiji. Są kruche i dodają fajnego smaczku do […]

  15. Asia 29 lipca 2014 w 13:23- Odpowiedz

    Koło minuty dziesięć (1:10) w prawym górnym rogu można zobaczyć scenki, które nakręciliśmy podczas aukcji tuńczyków :D
    http://youtu.be/AdBMV8ollPc

  16. Paola 8 sierpnia 2014 w 19:55- Odpowiedz

    Your posts and your pics are always so interesting!!!
    Kisses honey!!!

    • Asia 9 sierpnia 2014 w 02:54- Odpowiedz

      Thanks :)
      I’m doin’ mu best!

  17. Gabriela 18 października 2014 w 22:59- Odpowiedz

    Właśnie trafiłam na Twój wpis o targu Tsukiji. Wkrótce wylatuje do Japonii i targ Tsukiji to właśnie moje „must see”. Wyczytałam, że jest otwarty od 5 rano. Żeby dostać się z grupą do środka o której najlepiej być na miejscu?

    • kondi 18 października 2014 w 23:08- Odpowiedz

      nie ma reguły, bo wpuszczana jest pierwsza 60-taka, wiec zdarzy się że będąc o 4 się dostaniesz, a będą dni kiedy ludzie będą już stać w kolejce od 3. ja bym obstawiał max. 3:30 – te 1.5 godziny można przecierpieć :)

      • Gabriela 19 października 2014 w 18:40- Odpowiedz

        Dzięki bardzo !!

        • Byłem tu. Tony Halik. 20 października 2014 w 00:19- Odpowiedz

          Dōitashimashite! :)
          (Że tak sobie pozwolę w imieniu Kondiego)

  18. Danuta 24 października 2014 w 16:42- Odpowiedz

    Ja za sushi nie przepadam, ale tunczyka uwielbiam! A najlepsza rybe w Boliwii jadlam w kolonii japonskiej ‚Okinawa Uno’:)

    • Asia 24 października 2014 w 18:02- Odpowiedz

      O, dobrze wiedzieć, że w Boliwii mają japońską kolonię! Dzięki, Danuta, za tę cenną informację :)

  19. Ewa 24 października 2014 w 21:30- Odpowiedz

    Ech, ja mam z tuńczykiem problem natury etycznej…

    • Asia 24 października 2014 w 22:30- Odpowiedz

      W sensie?

  20. Marta 24 października 2014 w 22:24- Odpowiedz

    :) Bardzo lubię tego typu wyprawy! Zmusiłabym się nawet do porannej pobudki. Wiele już słyszałam o licytacjach na targach rybnych, ale nigdy nie miałam okazji zobaczyć tego na własne oczy. Zazdroszczę ;)

    • Asia 24 października 2014 w 22:31- Odpowiedz

      Naprawdę fantastyczna sprawa! Koniecznie pójdź, jak gdzieś będzie okazja!

  21. Krystyna 17 grudnia 2014 w 17:08- Odpowiedz

    Uwielbiam sushi i wyobrażam sobie jak tam smakuje. Bardzo ciekawa relacja. Chętnie tu zaglądam, choć nie zawsze komentuję. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę jeszcze wielu udanych podróży. Pozdrawiam serdecznie.

  22. Festiwal kulinarny „Smaki Azji i Pacyfiku” | Byłem tu. Tony Halik. 5 czerwca 2015 w 12:43- Odpowiedz

    […] i porcelanowymi podstawkami pod pałeczki, które przywieźliśmy z tokijskiego targu rybnego Tsukiji-shijō. Tak czy inaczej, gdyby ktoś rozglądał się za nietuzinkowym zestawem do sushi, czy herbaty, to […]

  23. Nieidealnaanna 29 września 2015 w 14:48- Odpowiedz

    Niesamowicie interesujący wpis, gratuluję. Bardzo mi się tu podoba. Świetna fotorelacja i dziś od dawien dawna dowiedziałam się czegoś nowego, okazuje się niesłychanie inspirującego o Japonii. Dziękuje za to. Nie pozostaje mi nic innego niż dodać blog do mojej listy czytelniczej. Pozdrawiam, pozostaję pod ogromnym wrażeniem tego co było wam dane doświadczyć, wow!

    • Asia 30 września 2015 w 22:05- Odpowiedz

      Bardzo dziękuję za tak budujący komentarz :)

  24. Podróżnicze podsumowanie roku 2015 | Byłem tu. Tony Halik. 24 stycznia 2016 w 00:07- Odpowiedz

    […] Asia – niezmiennie sushi przy największym targu rybnym świata Tsukiji-shijō w Tokio,  Kondi – żaby w chilli w Kuala […]

  25. Osushi ga daisukida! Uwielbiam sushi! | Byłem tu. Tony Halik. 24 stycznia 2016 w 02:17- Odpowiedz

    […] najsmaczniejsze sushi życia jedliśmy oczywiście rankiem na Tsukiji-shijō, w małej budce na skraju terenu targu, zaraz po aukcji tuńczyków. Zdjęć w środku nie […]

  26. Kanji tygodnia: brama (門) | Byłem tu. Tony Halik. 3 lutego 2016 w 21:32- Odpowiedz

    […] – do stacji Daimon. Dwie stacje dalej (jadąc linią E) znajduje się też słynny targ rybny Tsukiji-shijō, zatem jadąc na targ, zazwyczaj przesiada się właśnie na stacji Daimon. Zwróćcie następnym […]

  27. Aleksandra 4 marca 2016 w 10:08- Odpowiedz

    Uwielbiam tego bloga! Inspiruje do podroży :) I ta notka właśnie mnie zainspirowała, żeby też wstać na aukcję tuńczyka. Powiedzcie mi tylko, proszę, czym tam dojechać tak wcześnie rano. I która to jest „pół godziny przed wskazanym czasem”? Pozdrawiam ciepło!

    • Asia 4 marca 2016 w 11:55- Odpowiedz

      Ponieważ metro jeszcze (a w zasadzie już) nie jeździ nad ranem, to albo ktoś znajomy musi Was podrzucić, albo taksówka. My wzięliśmy taxi, stały przy stacji metra, przy której wtedy mieszkaliśmy i nie były to jakieś koszmarne koszty tylko przyzwoita cena (już nie pamiętam, ile, ale byliśmy zdziwieni, że tyle). Byliśmy tam około 3:30 rano.

  28. Jarosław 12 maja 2016 w 08:20- Odpowiedz

    Jak rozumiem, wejścia na Targ nie można „zarezerwować”, po prostu „kto pierwszy ten lepszy”? Wybieramy się tam w lipcu, ostatnia szansa, aby zobaczyć targ na starym miejscu…

    • kondi 12 maja 2016 w 09:18- Odpowiedz

      dokładnie tak! i do tego pewnie popularność będzie coraz większa, więc polecam zarwać tam nockę w kolejce (o 3 w nocy już może nie być miejscówek) – jakkolwiek to niedorzecznie by nie brzmiało :)

      • Jarosław 13 maja 2016 w 15:11- Odpowiedz

        Czy wejściówki są płatne?

        • Engel 13 maja 2016 w 16:46- Odpowiedz

          Cała impreza jest darmowa. Wiąże się z tym też to, że próby przekupienia, wzięcia na litość czy wykiwania strażnika (których czekając na wejście widziałam sporo) to jedynie strata czasu i godności.
          Upewnijcie się też, czy tego dnia, w którym się wybieracie targ się odbywa!

        • Asia 13 maja 2016 w 19:42- Odpowiedz

          Nie. Nie płaci się. Tylko liczba miejsc ograniczona.

  29. Kocie Podróże 28 września 2016 w 19:52- Odpowiedz

    Jeśli chodzi o Tsukiji w filmach, to jest jeszcze bardzo przyjemna komedia obyczajowa z romantycznym wątkiem The Taste of Fish z 2008 roku. Film mało znany (na filmwebie oceniło go zaledwie 5 osób) a szkoda. W sumie nic ambitnego, ale dobrze się ogląda – zwłaszcza mając w zasięgu ręki przekąski z suszonych kalmarów :)

    • Asia 28 września 2016 w 20:28- Odpowiedz

      Dzięki za cynk! Poszukamy! :D a ile gwiazdek dałeś na filmwebie?

      • Kocie Podróże 29 września 2016 w 17:40- Odpowiedz

        Mocna siódemka. Ale gra tam jeden z moich ulubionych japońskich aktorów charakterystycznych – Yoshiyoshi Arakawa.

        • Asia 29 września 2016 w 17:44- Odpowiedz

          Grał w „Shimotsuma monogatari” („Kamikaze girls”) i „Kiraware Matsuko no Isshō” („Żywot Matsuko”) :D

  30. Kocie Podróże 21 listopada 2016 w 14:57- Odpowiedz

    Jeszcze w „Ninkyo kashi no Ishimatsu” z 1967 roku, można zobaczyć Tsukiji sprzed kilkudziesięciu lat! Film jest tak znany, że nie ma go nawet w bazie filmwebu, przez co nie miauem jak ocenić…eh.

    • Asia 21 listopada 2016 w 15:10- Odpowiedz

      To koniecznie go dodaj do bazy Filmweb!

      • Kocie Podróże 21 listopada 2016 w 22:06- Odpowiedz

        Już dodałem. Teraz pozostaje poczekać kilka, lub kilkanaście miesięcy aż zajmą się tym zgłoszeniem – bo niestety w przypadku mało znanych filmów japońskich nie spieszy im się zbytnio :(
        BTW jak kiedyś próbowałem dodać jakieś pinku, które obejrzałem, to mi odpisali, że pornografii (sic!) nie zamieszczają – eh, baka filmweb ;)

        • Asia 21 listopada 2016 w 23:13- Odpowiedz

          Ha ha ha :D

Zostaw komentarz