Kuchnia japońska: coś dla ludzi o mocnych żołądkach [video]

Tu jesteś:, Kuchnia japońska, Podróż kulinarna, Podróże po JaponiiKuchnia japońska: coś dla ludzi o mocnych żołądkach [video]
Nattō / natto - najbardziej obrzydliwa japońska potrawa

Nattō / natto – najbardziej obrzydliwa japońska potrawa

Natto – najbardziej obrzydliwa japońska potrawa

Natto, a w zasadzie nattō, czyli sfermentowana soja, to według wielu (nie Japończyków) najbardziej obrzydliwa japońska potrawa. Już samo słowo natto budzi w wielu obcokrajowcach odwiedzających, czy zamieszkujących Japonię niechęć, a kiedy się ich pyta, czy jedzą nattō, na ich twarzach maluje się grymas obrzydzenia. A co takiego obrzydliwego jest w nattō? Jedni twierdzą, że jego zapach, inni – że to te ciągnące się nitki i kleista konsystencja. Ale ci, co najgłośniej krzyczą, jakie to natto jest okropne, zazwyczaj nie palą się do jego próbowania. Przygotowaliśmy dla Was video dokumentujące, że znajdą się gajdzini, którzy jedzą nattō –  zobacz, jak Kondi rozrabia i pałaszuje ze smakiem nattō – najbardziej obrzydliwe japońskie jedzenie.

Zanim przejdziemy do filmu, przypominam jeszcze kilka faktów o nattō.

Co to jest nattō

Nattō (納豆) to tradycyjna japońska potrawa przygotowywana ze sfermentowanych ziaren soi, gdzie owa fermentacja odbywa się dzięki bakteriom Bacillus subtilis. Z uwagi na charakterystyczny zapach i konsystencję jest to faktycznie jedno z najbardziej specyficznych dań kuchni japońskiej. Jednocześnie jedno z najbardziej wartościowych.

Pierwsze spotkanie z nattō może okazać się trudne, ale zachęcam do tego, by się przełamać. Z nattō jest jak z francuskim pleśniowym serem, w przypadku którego, kiedy przyzwyczaimy się już do obecności pleśni i zapachu, zaczynamy doceniać jego walory smakowe. W przypadku nattō, trzeba oswoić się z jego kleistą konsystencją. A potem za każdym kolejnym razem, nattō będzie Wam coraz bardziej smakować i zaczniecie poszukiwać nowych rodzajów i smaków.

Jak smakuje nattō

Nattō ma wyraźnie gorzki smak. Wbrew pozorom lepiąca i ciągnąca się „maź” fajnie wpływa na konsystencję całości, a poszczególne ziarenka soi, które są twardsze, mają ciekawą fakturę. Nattō można jeść samo lub z dodatkami. Często dodaje się sosy – np. sojowy, czy na bazie dashi. Na filmiku prezentujemy nattō w wersji z musztardą, która fajnie podbija gorzki smak soi.

Nattō zazwyczaj kupuje się w styropianowych pojemniczkach, do których dodaje się saszetki z dodatkami, które można zadozować sobie w ilości, jaka nam pasuje. W takich pojemniczkach serwuje się je także w hotelowych restauracjach.

Czy warto jeść nattō?

Nattō zawiera wiele składników odżywczych. 18% masy stanowią białka, 11% to tłuszcze, 5% to włókna, kolejne 5% to cukry (reszta – to woda). Porcja 100 gramów nattō zaspokaja 29% dziennego zapotrzebowania na witaminę K, 22% – na witaminę C, 76% – na mangan, 48% – na żelazo, i 22% – na błonnik.

I jeszcze jeden bonus. Jeśli Japończycy zobaczą, że jecie nattō, czy choćby odpowiecie twierdząco na ich pytanie, czy lubicie i jecie nattō, zyskacie dodatkowo ich szacunek. Myślę, że Japończycy są już zmęczeni nazywaniem jednej z ich przekąsek „najbardziej obrzydliwym jedzeniem”. Poza tym kosztowanie lokalnego jedzenia, to najlepszy sposób na poznawanie kultury danego kraju.

Czy wszyscy Japończycy jedzą nattō?

Oczywiście, że nie wszyscy Japończycy jedzą i lubią nattō – tak, jak nie każdy Polak je kaszankę, czy zupę z krwi – czerninę. Zresztą kiedyś tę potrawę jedzono tylko w części kraju – w regionie Kantō. W regionie Kansai (którego kuchnię lubie osobiście najbardziej) ponoć nie lubiano tej potrawy. Aktualnie jednak je się je wszędzie w Japonii (a nawet poza nią), zazwyczaj na śniadanie.

Natto – najbardziej obrzydliwa japońska potrawa

Jesz nattō? Lubisz je? Pochwal się w komentarzu!

P.S. Jeśli spodobało Ci się nasze video, koniecznie zasubskrybuj nasz kanał (zaznacz „dzwoneczek”) na YouTube: btth.tv.

Autor: | 2017-05-10T09:20:43+00:00 02.05.2017|Kategorie: Japonia 日本, Kuchnia japońska, Podróż kulinarna, Podróże po Japonii|Tagi: , |64 komentarze

O autorze:

Pracuje na jednej z warszawskich uczelni jako adiunkt, gdzie walczy z betonami, polimerami i studentami. W wolnym czasie bloguje o podróżach, gotowaniu i ciuchach; z uporem maniaka uczy się japońskiego. Ładnie narysuje i rewelacyjnie gotuje! Ma bzika na punkcie swoich 2 kotów…

64 komentarze

  1. Almost Paradise 2 maja 2017 w 15:40- Odpowiedz

    Nie miałyśmy przyjemności spróbować, ale przy następnym wyjeździe do Japonii na pewno się pokusimy! W zasadzie nie wydaje nam się to takie obrzydliwe, choć zapach… trzeba przyznać, że hardy!

    • Asia 2 maja 2017 w 20:36- Odpowiedz

      Zapach jest jak najbardziej do zaakceptowania. Dla Was – po chińskich przysmakach – to będzie pikuś!

  2. Anna 3 maja 2017 w 11:52- Odpowiedz

    Ja myślałam, że to jakies larwy albo co. Takie coś to bym skosztowała, to tylko coś sfermentowanego. Ogórki kiszone przecież jem:):):)

    • Asia 3 maja 2017 w 13:59- Odpowiedz

      Faktycznie, można sposób przygotowania nattō porównać do kiszenia ogórków, czy kapusty. W wielu obcokrajowcach te kiszonki mogą na początku budzić odrazę, jako „zepsute”.

  3. Mirka 4 maja 2017 w 12:32- Odpowiedz

    Znów jestem bogatsza o kolejną wiedzę. Nazwę tej potrawy zapamiętam, ale nigdy nie zjem – wygląda obrzydliwie

    • Asia 4 maja 2017 w 12:51- Odpowiedz

      Tak właśnie uważa wielu ludzi wychowanych w zachodniej kulturze. Tymczasem nattō jest całkiem smaczne. Ale nie namawiam na siłę. Są potrawy, których sama bym nigdy nie skosztowała.

  4. Asai 4 maja 2017 w 12:49- Odpowiedz

    Ostatnio dostałam od znajomych, spróbowałam, ale nie dałam rady ;)

    • Asia 4 maja 2017 w 12:53- Odpowiedz

      Mam nadzieję, że ktoś zjadł resztę i się nie zmarnowało! ;)

  5. Aneta W. 6 maja 2017 w 20:58- Odpowiedz

    Zdecydowanie nie spróbowałabym :D ja to raczej z tych, co to lubią świeże jedzenie i nawet najdroższy ser pleśniowy jest nie dla mnie :)

    • Asia 7 maja 2017 w 19:54- Odpowiedz

      To polecam młodą soję – edamame. Idealna zdrowa przekąska.

  6. Kamil 9 maja 2017 w 09:26- Odpowiedz

    Można to dostać gdzieś w u nas? Generalnie do Japonii za daleko na próbowanie, ale gdybym lokalnie gdzieś mógł spróbować, to chętnie :)

    • kondi 9 maja 2017 w 09:28- Odpowiedz

      w Warszawie mają od niedawna w Vegan Ramen przy pl. Waszyngtona.

  7. Dotee 13 maja 2017 w 10:46- Odpowiedz

    Jednego gryza mogę wziąć ;) choć ogólnie do sera pleśniowego mimo upływających lat dalej nie mogę się przekonać :p Ale ale… kiszone ogórki są pycha, a też to jest podobno zepsute jedzenie ;)

    • Asia 13 maja 2017 w 10:51- Odpowiedz

      Nasze kiszonki jak najbardziej – a przecież są pyszne i zdrowe. Kiszona kapusta np. zawiera dużo witaminy C.

  8. Chytra Sztuka 13 maja 2017 w 11:11- Odpowiedz

    Po zdjęciu myślałam, że będzie gorzej niż sfermentowana soja :D Natomiast obawiam się, że miałabym problem ze zjedzeniem, bo próby pewnie bym się podjęła. Przyznam, że jako dorosły człowiek mam dosyć dziecinny problem, czyli nie przepadam za nowościami, lubię smaki, do których jestem przywykła. Nawet z polskiej kuchni wielu rzeczy nie zjem właśnie ze względu na zapach, czy konsystencję :)

    • Asia 13 maja 2017 w 23:46- Odpowiedz

      Hm. Z jednej strony ogólnie jestem za tym, by próbować nowych rzeczy i smaków – zwłaszcza podczas podróży, bo w ten sposób poznaje się lokalną kulturę. Z drugiej strony nie powinno to być przykrym obowiązkiem i zmuszaniem się. :)

  9. Paulina 17 maja 2017 w 21:36- Odpowiedz

    a ja zchęcią bym spróbowała, lubimy z meżem takie regionalne wynalazki.

    • Asia 17 maja 2017 w 21:38- Odpowiedz

      Do polecam Vegan Ramen Shop w Warszawie – mają dokładnie to, które jest na filmie :)

  10. Konkol Polny 17 maja 2017 w 22:52- Odpowiedz

    Nie jadłam natto, ale bardzo bym chciała w końcu spróbować. Podejrzewam, że mogłoby mi smakować, chociaż konsystencja lekko odpychająca. Fajny post :) Pozdrawiam

    • Asia 18 maja 2017 w 00:01- Odpowiedz

      Bardzo smaczne, a konsystencja do zniesienia :)

  11. edyta 29 maja 2017 w 22:24- Odpowiedz

    Chyba wolę jednak tradycyjną kuchnię :)

    • Asia 30 maja 2017 w 15:03- Odpowiedz

      Do odważnych świat należy. :)

  12. pożeram strony 29 maja 2017 w 22:25- Odpowiedz

    Uwielbiam soję, al ta sfermentowana pewnie nie przeszłaby mi przez gardło.

    • Asia 30 maja 2017 w 15:00- Odpowiedz

      Przeszłaby spokojnie – jest obślizła ;)

  13. Spirulina 30 maja 2017 w 09:40- Odpowiedz

    Skład zdecydowanie przemawia za :) ciekawe udałoby mi się zjeść natto :)

    • Asia 30 maja 2017 w 14:58- Odpowiedz

      W Warszawie dostaniesz je w Vegan Ramen Shop, na Saskiej Kępie.

  14. Karolina 30 maja 2017 w 20:54- Odpowiedz

    Rzeczywiście wygląda średnio, ale ja lubię jeść i poznawać nowe smaki więc na bank bym się skusiła :)

    • Asia 1 czerwca 2017 w 08:34- Odpowiedz

      I o to chodzi, by się nie bać, tylko smakować świata!

  15. Małgosia | Dobre Zielsko 7 czerwca 2017 w 20:20- Odpowiedz

    Nigdy nie próbowałam natto i chyba się nie zdecyduję. ;)

    • Asia 7 czerwca 2017 w 21:44- Odpowiedz

      Kurczę, a wydawało mi się, że akurat Ty – z racji swojego zamiłowania do dietetyki i kuchni wegetariańskiej i wegańskiej – docenisz dobrodziejstwo nattō. :)

  16. zaniczka 8 czerwca 2017 w 12:05- Odpowiedz

    Ciekawe jaki to zapach, jak taki jak kapusty kiszonej lub sera pleśniowego to zjadłabym :)

    • Asia 8 czerwca 2017 w 21:36- Odpowiedz

      Hm. Może trochę jak sera pleśniowego gorgonzola, ale nie do końca. Na pewno jest lepszy niż zapach duriana!

  17. Justyna 8 czerwca 2017 w 15:19- Odpowiedz

    Nie znam japońskiej kuchni. Ale warto wszystkiego spróbować, aby się przekonać czy nam smakuje

    • Asia 8 czerwca 2017 w 21:48- Odpowiedz

      Też wyznajemy tę zasadę. Natomiast nie rozumiem, jak można twierdzić, że się czegoś nie lubi, jak się tego nie spróbowało. I nie dotyczy to tylko jedzenia.

  18. kulinarnyJa 8 czerwca 2017 w 15:43- Odpowiedz

    Nigdy nie próbowałem :( Jestem otwarty na nowe smaki, więc przy bliższej okazji z chęcią wypróbuję.

    • Asia 8 czerwca 2017 w 21:49- Odpowiedz

      Mam nadzieję, że Ci będzie smakowało :)

  19. Agnieszka 14 czerwca 2017 w 20:51- Odpowiedz

    Wow! Bardzo ciekawy wpis, zaciekawila mnie szczegolnie ta potrawa ze sfermentowanych nasion soi. Musze kiedys sprobowac!

    • Asia 14 czerwca 2017 w 22:51- Odpowiedz

      Bardzo się cieszę, że Cię zainteresowaliśmy :)

  20. ewelina 2 lipca 2017 w 20:12- Odpowiedz

    Naprawdę ciekawy wpis. Fajnie się czyta :)

    • Asia 2 lipca 2017 w 20:28- Odpowiedz

      Mam nadzieję, że fajnie się też ogląda nasz filmik :)

  21. Karolina 2 lipca 2017 w 20:21- Odpowiedz

    Hmmm, oryginalnie ;). Trochę mnie ten gorzki smak zniechęca, ale nie mówię „nie” ;)

    • Asia 2 lipca 2017 w 20:26- Odpowiedz

      Gorzki smak jest właśnie atutem. Trochę jak w przypadku czekolady (wiem, że to porównanie wydaje się być absurdalne, ale jakoś wydaje mi się odpowiednie). :)

  22. Bielecki.es 3 lipca 2017 w 00:56- Odpowiedz

    Gratuluję wyjazdu – sam z chęcią bym po pałaszował japońskie smakołyki, bo nie mam oporów przy poznawaniu nowych potraw. ;)

    Pozdrawiam Wojtek ;)

    • Asia 3 lipca 2017 w 01:16- Odpowiedz

      Pod względem pałaszowanie smakołyków Japonia jest istnym rajem!

  23. AMSOFF 3 lipca 2017 w 10:55- Odpowiedz

    Nie jestem pewna czy przed przeczytaniem tego tekstu skusiłabym sie na natto, ale teraz przy najbliższej okazji na pewno spróbuje :)

    • Asia 3 lipca 2017 w 14:33- Odpowiedz

      To się bardzo cieszę!

  24. Agnieszka 3 lipca 2017 w 15:29- Odpowiedz

    Wow! Ciekawe! Sama bym z chęcią spróbowała!

    • Asia 4 lipca 2017 w 11:56- Odpowiedz

      Bardzo się cieszę, że w śród jesteś taką otwartą na nowości osobą!

  25. Klaudia J 3 lipca 2017 w 21:37- Odpowiedz

    Hmm..z chęcią bym sie przekonała na własnej skórze! :P

    • Asia 4 lipca 2017 w 11:54- Odpowiedz

      Niektóre restauracje w PL zaczynają sprowadzać nattō – zatem warto zapytać :)

  26. Rafał 12 lipca 2017 w 16:31- Odpowiedz

    a ja bym z chęcią spróbował :) Bo obrzydliwa to jest chemią, która spożywamy często w pożywieniu! Ciekawe czy w Polsce gdzieś to można dostać za sensowną cenę, tylko też z prawdziwej nie modyfikowanej soi?

    • Asia 12 lipca 2017 w 21:47- Odpowiedz

      Kondi w komentarzu pod tym postem poleca warszawski Vegan Ramen Shop, w którym serwują dokładnie takie samo nattō, jak na filmiku :)

  27. Ola 13 lipca 2017 w 10:54- Odpowiedz

    Lubie eksperymentować w kuchni, ale na to chyba się nie skuszę ;)

    • Asia 13 lipca 2017 w 12:49- Odpowiedz

      Mam nadzieję, że jeśli będzie okazja, to jednak spróbujesz!

  28. Marcin 13 lipca 2017 w 10:57- Odpowiedz

    Natto jest bardzo specyficzne. Jak dla mnie, jest fajne, ale raz na jakiś czas. Dużo bardziej wolę złapać tempeh, którym mogę się objadać w nieskończoność i na tysiąc sposobów. Na natto nie znalazłem jeszcze takiego sposobu, który by mi podpasował. Może masz jakieś patenty? ;)

    • Asia 13 lipca 2017 w 12:50- Odpowiedz

      Dla mnie najlepsze właśnie z musztardą i ewentualnie jeszcze posypane szczypiorem :)

  29. traveLover 26 lipca 2017 w 10:08- Odpowiedz

    Wygląda obrzydliwie, prawie jak robaki na kilogramy w Tajlandii :) Ja jako fanka, a właściwie psychofanka sushi marzę o zjedzeniu go w Japonii w pierwszej kolejności :)

    • Asia 26 lipca 2017 w 15:40- Odpowiedz

      Wygląda niespecjalnie, to prawda! Natomiast jeśli interesuje Cię sushi, to sporo o nim napisałam na tym blogu :)

  30. Aneta 14 sierpnia 2017 w 12:54- Odpowiedz

    hmm… nie wygląda zbyt apetycznie :)

  31. Julita 14 sierpnia 2017 w 13:50- Odpowiedz

    Kompletnie nie znam się na kuchni, a już tym bardziej kuchni japońskiej. Raczej nie spróbowałabym tego, chociaż widziałam już gorsze rzeczy, a nie spróbowałabym, bo ja zawsze mam opory przed próbowaniem nowych smaków. Niby chciałabym, ale jednocześnie jakoś się boję.

    • Asia 14 sierpnia 2017 w 14:11- Odpowiedz

      To bardzo Ci współczuję, bo omija Cię na pewno mnóstwo ciekawych i pysznych potraw. I mimo wszystko życzę kulinarnej odwagi!

  32. Karolina 14 sierpnia 2017 w 14:02- Odpowiedz

    Mimo wszystko, chyba bym nie spróbowała, sam wygląd mnie odstrasza. Jednak nie neguję, że może dla innych być to przysmak.

    • Asia 14 sierpnia 2017 w 14:08- Odpowiedz

      To może z zamkniętymi oczami?! :)

Zostaw komentarz